POLITYKA

Wtorek, 23 kwietnia 2019

Polityka - nr 25 (2659) z dnia 2008-06-21; s. 42-44

Rynek

Ryszarda Socha

Stocznie na pochylni

Stoczniom w Gdyni i Szczecinie znacznie bliżej dziś do upadłości niż do ratunku. Czy tak musiało być?

Kiedy stoczniowcy oddają armatorowi nowy statek jest feta – szampan, kwiaty, orkiestra, komunikat dla mediów. Ale tak naprawdę nie ma powodów do radości – kontrakty Gdyni i Szczecina są nierentowne. Każdy oddany statek powiększa stratę, trzeba do niego dopłacić. Ponieważ stocznie te kontroluje państwo, dopłacamy my wszyscy – podatnicy.

Łączną pomoc udzieloną trzem stoczniom (Szczecin, Gdynia i sprywatyzowany niedawno Gdańsk) od 2001 r. szacuje się na 5 mld zł. Związkowcy mówią o kwocie wirtualnej, bo mieszczą się w niej państwowe poręczenia i gwarancje na kredyty, które zostały spłacone. Ale spora część to żywy pieniądz, który został wrzucony w czarną dziurę bez jakichkolwiek efektów. Dziś, aby przed sprzedażą wyprowadzić stocznie w Gdyni i Szczecinie na poziom zerowy, zlikwidować ich zaległe zobowiązania oraz straty, jakie wynikną z kontraktów, których nie udało się renegocjować, Skarb Państwa musiałby wydać jeszcze ok. 2 mld zł. Do tego Komisja Europejska, kontrolująca państwowe subwencje, musiałaby wykazać nieziemską cierpliwość, rząd zaś wielką determinację. A i to ...

Azja i długo, długo nic

Kraje z największym udziałem w zamówieniach przemysłu okrętowego (w proc., stan na koniec 2007 r.)

Korea Płd. 36,05
Chiny 25,87
Japonia 16,74
Niemcy 1,95
Włochy 1,45
Turcja 1,40
Tajwan 0,95
Norwegia 0,89
Polska 0,73
Holandia 0,61

Źródło: Centrum Techniki Okrętowej w Gdańsku

Zamówienia polskich stoczni (koniec 2007 r.)

Gdańska Stocznia Remontowa 38 statków
Stocznia Szczecińska Nowa 27 statków
Stocznia Gdynia 18 statków
Stocznia Gdańsk 3 statki

Źródło: Centrum Techniki Okrętowej w Gdańsku