POLITYKA

Poniedziałek, 17 czerwca 2019

Polityka - nr 42 (2727) z dnia 2009-10-17; s. 8

Flesz. Ludzie i wydarzenia / Kraj. Komentarz

Joanna Solska

Stoczniowa nauczka

Z afery stoczniowej, jak z przekłutego balona, zeszło powietrze i nie da się jej już użyć do zdemolowania rządu. Co nie znaczy, że o całej sprawie można zapomnieć. Wręcz odwrotnie, płynie z niej bowiem nauczka dla tej oraz kolejnych ekip rządzących, że nie należy naginać stosowanych w gospodarce procedur do potrzeb politycznych, zwanych też społecznymi. Z ekonomicznego punktu widzenia obie stocznie, szczecińska i gdyńska, po wybuchu kryzysu gospodarczego były nie do uratowania. Nie ma tylu zamówień na statki, a już wcześniej ich produkcja była nieopłacalna. Padają stocznie duńskie i niemieckie; można je kupić za psie pieniądze. Rząd o tym wiedział, ale zabrakło mu odwagi, żeby otwarcie zakomunikować to związkowcom, których nastroje podgrzewała opozycja (odpowiedzialna za utopienie w stoczniach setek milionów tzw. pomocy publicznej).

Potencjalni inwestorzy w kolejkę do polskich stoczni się nie ustawiali, Katarczycy byli jedynymi niezdecydowanymi. To „pod nich” więc naginano procedury i przewlekano przetarg, łudząc się, że to pomoż...