POLITYKA

Wtorek, 21 listopada 2017

Polityka - nr 22 (3112) z dnia 2017-05-31; s. 19-21

Temat tygodnia

Joanna Solska

Strachy na Lachy

Rozmowa z prof. Michałem Bilewiczem, szefem Centrum Badań nad Uprzedzeniami na Wydziale Psychologii UW, o tym, dlaczego Polacy tak boją się uchodźców i jak ten lęk podsycają politycy

Joanna Solska: – Prawdziwy Polak, to brzmi groźnie…
Michał Bilewicz: – Pod flagami narodowymi odbywają się dziś demonstracje przeciwko uchodźcom i zdrajcom narodu. Pojęcia takie, jak „patriotyzm”, „duma narodowa” zostały zawłaszczone przez skrajną prawicę.

Nie musiała ich zawłaszczać. Wcześniej liberalna strona je porzuciła, przestała o nich mówić. Kiedy to się stało?
Jeszcze w latach 90. Tomasz Zarycki, socjolog z UW, wini za to inteligencję. Uważa, że dla inteligentów (jakkolwiek byśmy ich definiowali) ważne jest, by się odróżniać od reszty społeczeństwa. Ta odrębność pozwalała podbudowywać swój status. Gdy inteligencja zbiedniała, straciła swój społeczny prestiż na rzecz dynamicznych przedsiębiorców, a ludzie bardziej zaczęli cenić bogactwo niż walory kapitału kulturowego. Inteligenci stracili swoją pozycję społeczną i próbowali ją odzyskać przynajmniej na jakimś psychologicznym poziomie. Osoby, które czuły przynależność do tej formacji, podkreślały ją sposobem definiowania swoich gustów, stylu życia, pewnej pogardy dla pieniędzy. Odróżniały się, budując poczucie swojej wartości na przekonaniu, że są elitą.

A więc to nasza wina?
Wytworzyła się swego rodzaju kultura narzekania na społeczeństwo. W rozumieniu inteligenta Polacy to ludzie niewystarczająco zachodni, niewystarczająco europejscy, zapóźnieni cywilizacyjnie i roszczeniowi. Pojawiło się przekonanie, że społeczeństwo nie dorosło do transformacji ustrojowej, nie rozumie jej, nie potrafi docenić jej efektów. Te podziały w latach 90. stały się już bardzo wyraźne.

Przestaliśmy uważać, że polskość jest ważna?
Przestaliśmy o tym mówić. Wydawało nam się, że nowoczesny patriotyzm nie polega na maszerowaniu z biało-czerwoną, ale na pracy dla Polski. Nie mówiliśmy, jak bardzo kochamy ojczyznę, ale o moralności podatkowej. Nie optymalizowaliśmy naszych obciążeń na rzecz państwa i byliśmy z tego dumni. Protestowaliśmy przeciwko niszczeniu Rospudy, nie nazywając tego patriotyzmem. Teraz protestujemy przeciwko masowej wycince Puszczy Białowieskiej, bo każde drzewo wycięte niepotrzebnie w Polsce boli nas bardziej niż drzewa wycinane w Niemczech czy na Białorusi.

Błąd polegał na tym, że nie używaliśmy przy tym właściwych słów?
Uznaliśmy, że retoryka patriotyczna upodabniałaby nas do reszty, od której chcieliśmy się odróżniać. Socjologowie w tym właśnie widzą źródło polaryzacji Polaków.

Teraz odróżniamy się stosunkiem do uchodźców. 70 proc. społeczeństwa ich w Polsce nie chce.
Staliśmy się łatwym łupem dla polityków, którzy odrębność inteligencji zauważyli i postanowili wykorzystać. Elity stały się wrogiem. Potomkami zdrajców, którzy rządzą zwykłymi Polakami. Taki dyskurs jest łatwy do przekazania społeczeństwu. Identyfikuje wroga odpowiedzialnego za nasze porażki. Teraz propaganda straszy inteligentem jako nieodpowiedzialnym idealistą, który sprowadza do Polski gwałcicieli i terrorystów. Politycy prawicowi zdają się mówić: patrzcie, te gardzące wami elity ryzykują wasze życie i bezpieczeństwo waszych córek.

Ale błąd popełnili także psychologowie i socjologowie, przez lata przekonując, że silna tożsamość narodowa jest źródłem wielkich problemów społecznych: uprzedzeń, dyskryminacji. Potwierdzały to eksperymenty. Uczestniczący w nich ludzie, którzy silnie identyfikowali się z jakąś grupą, zaczynali automatycznie dyskryminować obcych. To naukowcy zbudowali fałszywą opozycję, przeciwstawiając silnej tożsamości narodowej brak tożsamości. Czyli kosmopolityzm. Do Polaka, który czuje się Europejczykiem, łatwo przyczepić etykietę zdrajcy.
Teraz nauki społeczne usiłują ten błąd naprawić. Nie deprecjonują już silnego przywiązania do wspólnoty, ale zauważają, że może ono być zdrowe lub narcystyczne. Zdrowa identyfikacja wiąże się z większym zaangażowaniem społecznym, troską o środowisko naturalne, a nawet zdolnością do pojednania z innymi narodami. Inaczej jest z narcyzmem. Potwierdzają to ostatnie badania Aleksandry Cichockiej z Uniwersytetu Kent w Wielkiej Brytanii. Człowiek w narcystyczny sposób przywiązany do swego narodu nie dąży do tego, by jego naród był jak najlepszy, ale by był przez innych postrzegany jako najlepszy. Prawda nie ma znaczenia. Ta postawa wynika z niepewnej samooceny zbudowanej na wątpliwościach, kryje się za nimi niskie przekonanie o wartości własnego państwa i narodu. Wie, że jego naród wcale nie jest taki zdolny ani wybitny, ale chce, żeby świat tak o nim myślał. Tacy ludzie są bardzo podatni na zranienie. Każdy jest dla nich potencjalnym wrogiem.

Bo z pewnością ma złe intencje?
Dostrzegają je tam, gdzie ich nie ma. Słyszą wypowiedź o „polskich obozach zagłady” i są pewni, że to nie jest ignorancja mówiącego, ale chęć zaszkodzenia Polsce. Mówiący z pewnością realizuje w ten sposób jakieś wredne interesy, ma ukryte cele. Osoby narcystycznie ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]