POLITYKA

Sobota, 16 grudnia 2017

Polityka - nr 40 (3130) z dnia 2017-10-04; s. 18-20

Polityka

Ewa Siedlecka

Stracone złudzenia

Ludzie, którzy tysiącami protestowali w lipcu pod sądami, stracili złudzenia, że mają w prezydencie obrońcę konstytucji i praworządności. Projekty Andrzeja Dudy to kontynuacja myślenia PiS o państwie.

Prezydenckie i pisowskie projekty ustaw o Krajowej Radzie Sądownictwa i Sądzie Najwyższym oprócz niekonstytucyjności łączy wspólnota celu: by partia rządząca zawsze mogła wpłynąć na konkretne rozstrzygnięcie sądu. Spór między prezydentem a PiS nie toczy się zatem ani o model państwa, ani o reformę sądownictwa. Teraz, kiedy prezydent ujawnił już w całości swoje projekty, wiadomo, że to wyłącznie spór o władzę. Puryści, którzy poważnie traktują prezydenckie weta, narzekają: jak można pracować nad projektami ustaw prezydenckich, skoro jeszcze nie głosowano jego wet? Rzeczywiście. Ale Sejm może to zrobić, kiedy zechce albo w ogóle, bo i konstytucja, i regulamin Sejmu milczą na temat terminu rozpatrzenia wet. Wprawdzie niegłosowanie wet wygląda na lekceważenie prezydenta, ale komu to przeszkadza?

Walcząc o władzę, Andrzej Duda przebił PiS w pomysłach narzucenia sędziom i sądom politycznej kontroli. Do projektu o Sądzie Najwyższym dorzucił ulepszenia w politycznej kontroli nad sądami powszechnymi. Władza wykonawcza będzie mogła decydować nie tylko o tym, który sędzia może sądzić ważne dla PiS sprawy (wymiana kierownictwa sądów), nie tylko o tym, kto może zostać sędzią i awansować (wymiana KRS i prawo prezydenta do odmowy nominacji), ale też przeprowadzi weryfikację sędziów za pomocą lustracji i wznawiania zakończonych postępowań dyscyplinarnych.

Dla prezydenta SN, dla PiS – KRS

Taki deal prezydent proponuje PiS. KRS wybrać ma Sejm większością trzech piątych głosów. A jeśli się nie uda obsadzić wszystkich 15 miejsc, w drugiej turze odbędzie się głosowanie imienne i każdy poseł może wskazać tylko jednego sędziego. To znaczy, że tak czy inaczej PiS będzie miał w tym głosowaniu fory. Szczególnie jeśli dogada się z Kukiz’15. Rozwiązanie, że „przedstawicieli sędziów” mają wybierać posłowie, jest sprzeczne nie tylko z logiką tego zapisu konstytucji, ale też z jej logiką czytaną jako całość: ustroju opartego na trójpodziale władzy, niezależności sądów, z konstytucyjną rolą KRS „stania na straży niezależności sądów i niezawisłości sędziów”. Partia rządząca obsadzi bowiem nie tylko pięć miejsc należnych parlamentowi, nie tylko będzie miała w KRS swoich, nowo mianowanych prezesów SN i NSA, nie tylko ministra sprawiedliwości i przedstawiciela prezydenta, ale też wszystkich „przedstawicieli sędziów”. Czyli: będzie miała całą KRS. To w istocie chce jej w swoim projekcie zagwarantować prezydent.

O niekonstytucyjności tego pomysłu już się nawet nie dyskutuje, bo PiS sprytnie zwekslował spór z tego, czy posłowie mogą wybierać „przedstawicieli sędziów”, na to, czy mają to robić z udziałem opozycji czy bez. Prezydent nie chce – jak PiS – podzielić KRS na dwie izby: polityczną i sędziowską, by ta pierwsza mogła blokować drugą. Stały się zbędne, skoro cały KRS ma być obsadzony przez PiS.

Dwie dodatkowe izby mają być za to w Sądzie Najwyższym, który należałby do prezydenta. To on ogłaszałby o wolnych miejscach w SN. Wręczał – lub nie – nominacje sędziom rekomendowanym przez KRS. Decydował, który sędzia będzie mógł orzekać po ukończeniu 65. roku życia. A więc też o tym, czy w SN zostanie jego obecna prezes Małgorzata Gersdorf. Wszystkich sędziów, którzy w najbliższym czasie osiągną ten wiek, jest 38 proc.

Dwie nowe izby w SN to Izba Dyscyplinarna oraz Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych. O liczebności i składzie obu zdecyduje prezydent, wybierając spośród kandydatów zaproponowanych przez pisowską Krajową Radę Sądownictwa. Dyscyplinarna zajmowałaby się eliminacją sędziów z zawodu. Wprowadza się uznane kiedyś za niekonstytucyjne sądy 24-godzinne dla uchylania immunitetu sędziom. A oprócz normalnego trybu dyscyplinarnego będzie też tryb nadzwyczajny. Oryginalny, prezydencki pomysł: specprokurator powoływany do zajęcia się konkretnym sędzią. W SN będzie go powoływał prezydent, w sądach powszechnych – minister-prokurator Zbigniew Ziobro.

Ten prokurator będzie się nazywał nadzwyczajnym rzecznikiem dyscyplinarnym i będzie mógł przejąć każdą sprawę, która już toczy się przed sądem dyscyplinarnym, ale władza nie jest pewna, że orzeczenie będzie po jej myśli. Będzie mógł też podjąć na nowo sprawę już prawomocnie zakończoną, co wynika z przepisów przejściowych do ustawy. To sprzeczne z zasadami niedziałania prawa wstecz i powagi rzeczy osądzonej. Ale, jakby co, Trybunał Konstytucyjny „dobrej zmiany” to przyklepie. To rozwiązanie niesłychanie niebezpieczne: pozwoli eliminować sędziów, których upatrzy sobie PiS. Nawet nie trzeba ich uznawać za winnych. Wystarczy zawiesić w&...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]