POLITYKA

Poniedziałek, 20 maja 2019

Polityka - nr 1 (3092) z dnia 2017-01-01; s. 164-169

Na własne oczy

Elżbieta Turlej

Strażnik

Odkąd Andrzej zajmuje się kryptą w krakowskim kościele reformatów, szczególną uwagę zwraca na oddech.

Mikroklimat. Bez niego nie przetrwaliby. Przez cztery pory roku, niezależnie od temperatury na zewnątrz, tu jest ok. 16 stopni na plusie. Kiedy wyżej leje, tu od XVII w. wilgotność utrzymuje się na poziomie 50–60 proc. I panują ciemności. 

Andrzej, opiekun krypty w krakowskim kościele Franciszkanów Reformatów, przyznaje, że za jego życia tylko raz mikroklimat zwariował. Stało się to, kiedy bracia otworzyli podziemia na świat doczesny. Wilgotność i temperaturę podniósł zmasowany oddech wycieczek. Dzieła zniszczenia dokończyły nowa izolacja pionowa w klasztorze i zbyt długo trwające narady konserwatora zabytków i braci. Kiedy XVII-wieczne szaty zaczęły nasiąkać wodą, jedynym ratunkiem okazał się osuszacz powietrza.

Stoi do dziś, niedaleko krypty Modrzejowskich, kilka kroków od krypty Strusów. Cichy, wyłącza się niczym rezerwuar WC, kiedy wiaderko napełni się wodą. Andrzej musi codziennie je opróżniać, a w księdze wyłożonej przy wejściu do krypty zapełniać kratki. Dzień, godzina, temperatura na zewnątrz, temperatura w środku, wilgotność wyrażona procentowo, ilość wyniesionej wody w ...