POLITYKA

środa, 17 lipca 2019

Polityka - nr 4 (2436) z dnia 2004-01-24; s. 80-82

Społeczeństwo / Sport / Futbol polityczny

Tadeusz OlszańskiPrzemysław Rudzki

Strzały i gole

Byli dyktatorzy, którzy kochali futbol, byli też tacy, którzy go nienawidzili. Wszyscy jednak wiedzieli, że piłką można wygrać o wiele więcej niż tylko mecz.

Piłka nożna oprócz walorów widowiskowych ma też swoją siłę polityczną. Przekonał się o tym Adolf Hitler w trakcie pamiętnych igrzysk olimpijskich w 1936 r. w Berlinie. Starannie przygotowana reprezentacja piłkarska Niemiec miała wygrać na boisku, a tym samym odnieść sukces propagandowy – udowodnić wyższość germańskiej rasy i faszyzmu. W pierwszym meczu olimpijskiego turnieju Niemcy rozgromili Luksemburg 9:0 i Hitler z całą swoją świtą udał się na ćwierćfinałowy mecz z notowaną znacznie niżej niż drużyna gospodarzy Norwegią. Zamiast oglądać zwycięstwo, doznał jednak upokorzenia, kiedy w 79 minucie norweski Żyd Lichtenberger ustalił wynik na 2: 0. Niemcy zostali wyeliminowani. Hitler wściekł się i natychmiast opuścił lożę.

Miłość Mussoliniego

Benito Mussolini miał do futbolu znacznie więcej szczęścia niż Hitler, choć Włochy w okresie międzywojennym były nie tylko uboższe, ale i mniej usportowione. Jednak to właśnie im FIFA powierzyła w 1934 r. zorganizowanie II mistrzostw świata. Mussolini nie tylko osuszał bagna na północy i budował autostrady, ...