POLITYKA

Wtorek, 21 maja 2019

Polityka - nr 34 (3023) z dnia 2015-08-19; s. 29-31

Społeczeństwo

Agnieszka Sowa

Strzały z ambony

„Czerpanie przyjemności z samego zabijania zwierząt jest chore, niemoralne i niegodne chrześcijanina” – napisał ostatnio na forum rozmawiamy.jezuici.pl jeden z ojców. Jednak chyba nigdy w historii polowania nie miały tak ostentacyjnej katolickiej otoczki jak dziś.

Jezuita ojciec Wojciech Żmudziński uważa, że myślistwo i łowienie ryb mogą być pasją, jeśli celem jest uczta, a nie zabijanie dla rozrywki. A franciszkanin o. Stanisław Jaromi, że „najprawdopodobniej myślistwo to grzech przeciw trzeciemu przykazaniu, sięgający głęboko, do samego sensu szabatu. Będąc formą rozrywki, rekreacji i wypoczynku, traktowane jako sport lub hobby, łowiectwo staje się grzechem przeciw istocie Bożego projektu, jakim jest całe stworzenie, nie wyłączając z niego człowieka”.

Księża polowali zawsze. Nawet w PRL, kiedy łowiectwo, od zarania zastrzeżone dla możnych i elit władzy, przejął partyjny aparat, który niechętnie bratał się z klerem.

Kościół polski sankcjonuje moralnie łowiectwo, odprawiając hubertowskie msze, uroczyste apele, święcąc upolowane zwierzęta w czasie pokotów, emitując program łowiecki „Na tropie” w Telewizji Trwam czy publikując książki autorstwa duchownych, jak: „Dwie ambony. Łowiectwo i Kościół”. Są też msze celebrowane w lesie, podczas których myśliwi składają przed ołtarzem upolowanego dzika. Albo ...