POLITYKA

Niedziela, 25 sierpnia 2019

Polityka - nr 20 (3210) z dnia 2019-05-15; s. 5

Ludzie i wydarzenia / Przypisy Redaktora Naczelnego

Jerzy Baczyński

Świadectwo

Zdanie – „Każda ręka podniesiona na Kościół to ręka podniesiona na Polskę” – będzie się za Jarosławem Kaczyńskim ciągnęło. I może mu przynieść pecha. Kaczyński, człowiek uformowany w PRL, sięgając po tę frazę, musiał mieć świadomość, że przywołuje mocno osadzony w polskiej historii cytat, któremu starsze pokolenia bez trudu dopisują dalszy ciąg. W czerwcu 1956 r. ówczesny premier Józef Cyrankiewicz użył wobec zrewoltowanych poznańskich robotników otwartej pogróżki; „każdy, który odważy się podnieść rękę przeciw władzy ludowej, niech będzie pewien, że mu tę rękę władza odrąbie”. To nie jest fraza warta, w jakiejkolwiek formie, przywracania polskiej polityce, nawet dla potrzeb kampanii wyborczej. „Ręka podniesiona na Polskę” zawsze będzie brzmiała jak oskarżenie o zdradę, a jeśli tak mówi faktyczny szef państwa, mamy do czynienia z niedopuszczalną w demokratycznym państwie groźbą wobec oponentów.

Srożenie się PiS na razie przybrało groteskową formę policyjnych szykan wobec autorki obrazka „Matki ...