POLITYKA

Piątek, 26 kwietnia 2019

Polityka - nr 36 (2570) z dnia 2006-09-09; s. 54-57

Świat / 9/11

Adam Szostkiewicz

Świat, Europa, Polska

Amerykański instytut Pew Research Center co roku prowadzi badania wizerunku USA w kilkunastu krajach. Właśnie ogłoszono najnowsze wyniki. Obraz Ameryki znów się popsuł.

A szło już ku lepszemu. Po klęsce tsunami pomoc rządowa i obywatelska Amerykanów dla Indonezji i innych krajów-ofiar odwróciła negatywny trend. Jednak ta wdzięczność ma krótką pamięć. W ciągu roku sympatia Indonezyjczyków (najludniejszy kraj muzułmański) do USA stopniała z 38 do 30 proc. Przegrywa w zderzeniu z codzienną propagandą w szkołach i meczetach i codzienną porcją złych i jeszcze gorszych telewizyjnych newsów z Bagdadu, a ostatnio dodatkowo z Bejrutu. Wojna libańska skonsolidowała przeciwników Ameryki i Izraela ponad podziałami politycznymi i religijnymi, co na Bliskim Wschodzie jest nie lada osiągnięciem. Sukcesy takie jak zabicie Zarkawiego, dowódcy sunnickiej rebelii w Iraku, pomagają (na krótko) ekipie prezydenta Busha w opinii Amerykanów, ale w Europie i Azji nie są w stanie przełamać stałego spadku sympatii do Jankesów (zob. ramka).

Płynie z tego morał, że cokolwiek zrobi rząd amerykański, i tak nie pomoże to Ameryce w wojnie ...

Zbliżyć się do siebie

Dominik Moïsi, politolog z IFRI, Francuskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych

Uderza mnie rozbieżność między przemianami w świecie i przemianami w Europie, która ma trudności z dostosowaniem się do nowej sytuacji. Europejczycy także nauczyli się odruchów bezpieczeństwa, umocnili współpracę policji i organów wymiaru sprawiedliwości, jednak nie poszli daleko na tej drodze, tak jakby nie w pełni uświadomili sobie to, co się stało. Stany Zjednoczone od 11 września 2001 r. prowadzą wojnę, Europa zaś, mimo 11 marca w Madrycie i 7 lipca w Londynie, na wojnę nie wyruszyła.

Część Europejczyków uważa, że zagrożenie, tak jak je sobie przedstawiają Stany Zjednoczone, jest mocno przesadzone, inni, że reakcja USA jest całkowicie niedostosowana do sytuacji. Wielu Europejczyków powiedziałoby, że świat jest dziś bardziej niebezpieczny z powodu Stanów Zjednoczonych, a nie tylko mimo Stanów Zjednoczonych.

Ja nie formułowałbym zastrzeżeń w taki sposób. Wojna w Iraku była katastrofą, natomiast wojna w Afganistanie – koniecznością. Gdyby Amerykanie skoncentrowali wysiłki właśnie po pierwsze na Afganistanie, a po drugie na konflikcie izraelsko-palestyńskim, sytuacja międzynarodowa dziś byłaby korzystniejsza. Natomiast Irak okazał się tym, co Anglicy określiliby terminem distraction, a więc rozproszenie uwagi, odejście od tematu.

Ale wystarczy seria zamachów na terytorium Europy, by Europejczycy zaczęli myśleć tak jak Amerykanie: gdyby terrorystom w Londynie udało się doprowadzić teraz do wielkiej tragedii – rozbieżności, o których mówimy, w ogóle by nie było. USA i Europa mogą zbliżyć się do siebie, jeśli Europa potraktuje poważniej dzisiejsze zagrożenie terroryzmem i jeśli Stany Zjednoczone zdadzą sobie sprawę z tego, że ich reakcja jest nieprzystosowana do sytuacji. Jedni mogą wyjść naprzeciw drugim. Miejmy nadzieję, że nie trzeba będzie działań Al-Kaidy, by się do siebie zbliżyć.

W płaszczyźnie czysto technicznej wojna z terroryzmem to bardziej zadanie dla policji niż dla sił zbrojnych. Chodzi więc o odwrotność obecnej metody izraelskiej. Wojna z terroryzmem to dużo bardziej walka psychologiczna niż militarna. Niebezpieczne po stronie przeciwnika nie są przedmioty, tylko ludzie, więc „izraelizację” (mówię o tych dawnych metodach, jakie Izrael stosował) walki z terroryzmem w całym świecie zachodnim oceniałbym bardzo pozytywnie. Natomiast na płaszczyźnie dyplomatycznej za prawdziwy dramat uważam to, że Zachód nie docenił głębokiego poczucia upokorzenia, jakie istnieje w świecie arabsko-muzułmańskim. W dzisiejszym świecie mamy trzy kultury: kultura strachu w krajach zachodnich, kultura postępu w Azji (w takich krajach jak Chiny czy Indie) i właśnie poczucie upokorzenia w krajach arabskich. Także mniejszości muzułmańskich, na przykład pochodzenia pakistańskiego w Wielkiej Brytanii czy mniejszości muzułmańskich pochodzących z Maghrebu we Francji. Poczucie to żywi i umacnia terroryzm. W sumie więc lepiej byśmy walczyli z terroryzmem, broniąc się poprzez metody właściwe policji, i nie popadali w pułapki tego, co nazywam kulturą upokorzenia, a która prowadzi do tworzenia nowych pokoleń terrorystów.