POLITYKA

Niedziela, 19 maja 2019

Polityka - nr 22 (2454) z dnia 2004-05-29; s. 116-121

Na własne oczy

Dorota Szwarcman

Światowy śpiewnik domowy

Sto jedenaście osób z siedemnastu krajów przystąpiło do V Międzynarodowego Konkursu Wokalnego im. Stanisława Moniuszki. Każdy musiał wykonać pieśń patrona. Większość uparła się śpiewać po polsku, więc z estrady w warszawskiej Operze Narodowej co i raz brzmiało coś w rodzaju „zal go zdjal” albo „gdibiś te de mno bila”.

Ja wcale nie chcę, żeby oni śpiewali po polsku, w regulaminie nie ma takiego wymogu – mówi Maria Fołtyn, twórczyni i dyrektor konkursu. – Przecież są tłumaczenia francuskie, włoskie, niemieckie. Kiedy się słucha tych pieśni w obcych językach, trudno uwierzyć, że to Moniuszko.

I rzeczywiście, nie wszystkie pieśni Moniuszki mają specyficznie polski charakter, a śpiewane w tłumaczeniach przypominają dzieła innych światowych twórców romantycznych. Chociaż kiedy Lorraine Hinds ze Stanów Zjednoczonych zaśpiewała po niemiecku swojskie „Po nocnej rosie” („Tauluft am Abend, kühlend und labend...”), brzmiało to w polskim uchu cokolwiek surrealistycznie; tym bardziej że piękna Amerykanka w prostej czarnej sukni i z upiętymi włosami wyglądała jak rzeźba afrykańska.

Najczęściej jednak uczestnicy konkursu z własnej nieprzymuszonej woli wybierali polski tekst. Chinka Guo Ling Wu rozpoczęła więc „Pieśń Nai” słowami „Sliczny czygielu, ptaszku maleni”, ale szczególną radość polskich słuchaczy wywoł...