POLITYKA

Czwartek, 20 czerwca 2019

Polityka - nr 18 (2191) z dnia 1999-05-01; s. 92-97

Na własne oczy

Ewa Wilk

Święte i baby zwyczajne

Jest ich w Polsce około dwudziestu pięciu tysięcy. Zgromadzone w ponad stu instytutach zakonnych prowadzą przedszkola i szkoły (z liceum niepokalanek w Szymanowie pochodzą fotografie), domy dla chorych, starych, bezdomnych, pracują jako pielęgniarki, organistki, katechetki. 1400 dokonało wyboru, który dzisiejszemu rozgadanemu i rozpalonemu namiętnościami światu wydaje się szczególnie dziwny, anachroniczny, radykalny. Zamknięte w 86 klasztorach kontemplacyjnych modlą się i milczą. Nawet jednak tam, gdzie - wydawałoby się - intensywnie żyją życiem świeckich, nawet te wykształcone, nowoczesne profesjonalistki rzadko dopuszczają obcych do swej klauzury, tej rozumianej dosłownie i tej duchowej. - One wiedziały o nas wszystko, my o nich właściwie nic - mówi Katarzyna, do niedawna przyodziana w granatowy fartuch uczennica szymanowskiego liceum.

Marta od zmartwychwstanek

Marta zapamiętała zapach drożdżowego ciasta. I pasty do podłogi. Państwowe szkoły były wtedy, na początku lat 80., rozwrzeszczane, miały pomazane ściany, śmierdzące kible i szarą posadzkę z PCV. U zmartwychwstanek na warszawskim Żoliborzu skrzypiały napastowane klepki i zawsze pachniało ciastem. Zapach dochodził z klauzury, gdzie uczennice nie miały wstępu. Zawsze je ta klauzura jakoś tam fascynowała. Ciekawe, jakie noszą włosy pod kornetami - długie czy krótkie? Ciekawe, czy śpią w tych habitach, czy mają jakieś osobne do spania?

To były osobne światy: dziewczyny i siostry. Bezustannie zwarte w mniejszych i większych wojnach. O długość spódnic (ściśle określona), o makijaż (kategorycznie zabroniony), o pytania na lekcjach religii (niechętnie widziane), o udział w pozaszkolnych zajęciach teatralnych (tępiony). Marta odeszła, gdy przegrała wszystkie. Nie wspomina całej szkoły źle. Jak w każdej szkole - były tam nauczycielki wspaniałe, były dobre, skończenie dobre dla wszystkich bez wyjątku. Są takie siostry, staruszki, babuleńki, w których zostaje już ...