POLITYKA

Niedziela, 17 lutego 2019

Polityka - nr 26 (2864) z dnia 2012-06-27; s. 14-18

Temat tygodnia

Mariusz JanickiMartyna Bunda  [współpr.]

Święto Euroludu

Czego dzięki Euro 2012 Polacy dowiedzieli się o sobie samych? Jakie trendy, społeczne zachowania i emocje się ujawniły i czy będą one trwałe? Wiele wskazuje na to, że mistrzostwa pokazały to, co w Polakach tkwi już od pewnego czasu.

Ludzie wyszli z domów. Setki tysięcy Polaków wypełniło stadiony, strefy kibica, centra miast, przebywając tam przez wiele godzin, w dzień i w nocy, w słońce i w deszcz. To jest pierwsza wielka fiesta wolnej Polski, jak również jakiś specyficzny coming out pokolenia urodzonego już w III RP, bez kompleksów porozumiewających się z młodzieżą europejską, używających tego samego kodu kulturowego i obyczajowego. To naprawdę nowi ludzie, których na początku roku można było zobaczyć w wersji „oburzonej”, jako przeciwników regulacji ACTA, a teraz w wersji zabawowej. Szczególnie widoczne było to podczas spotkania z przegraną już ostatecznie polską reprezentacją w warszawskiej strefie kibica.

W starym rycie do takiego spotkania nie powinno w ogóle dojść, a jeżeli już, to z gwizdami i szyderstwami. A jednak kilka tysięcy przeważnie młodych ludzi biło brawo, zbierało autografy, dziękowało. I nie chodziło, jak twierdzą niektórzy, o&...

Tysiące, miliony...

Około 600 tys. kibiców obejrzało jak dotąd mecze na polskich stadionach. W strefach kibiców – ponad 2,5 mln (czyli przeszło dwa razy więcej niż w austriackich fanzonach podczas ostatnich ME). Największe tłumy były w warszawskiej fanzonie – kibicowało tam 1,1 mln osób. Organizatorzy spodziewają się, że na czwartkowy półfinał Niemcy-Włochy do Warszawy może przyjechać 30 tys. niemieckich kibiców i 5 tys. włoskich.

Prof. Janusz Czapiński, psycholog społeczny:

Przed Euro przekonywałem, że w czasie tej imprezy na pierwszy plan wysuną się ksenofobia i nacjonalizm. Pomyliłem się. Mamy festiwal radości, kilkaset tysięcy ludzi w strefach kibica, udekorowane flagami samochody i balkony, zaludnione ulice i pozytywne relacje z Polski w gazetach całego świata. Te pozytywne emocje wywołały w Polakach jeszcze większą radość i skłonność do zabawy. Nastąpiło sprzężenie zwrotne. Generalnie Polacy mają nawyk funkcjonowania osobnego. Jesteśmy nacją, której wydaje się, że inni ludzie czują zupełnie co innego niż oni sami. Potrzeba nam aż takich właśnie pozytywnych momentów, byśmy przełamali niechęć i zaczęli działać w sposób bezinteresowny na rzecz dobra wspólnego. Którym w tym wypadku był wizerunek Polski, sprawdzenie się w roli gospodarzy. Myślę też, że pewien wpływ na rozkręcenie pozytywnych emocji miało zniknięcie z mediów polityków.

Pozostaje pytanie, co w nas pozostanie po Euro, gdy znów dojdą do głosu. Nie sądzę, aby ta pozytywna energia dała o sobie znać w realnym wymiarze zachowań. Ale też nie jest tak, że ona znika zupełnie. Po prostu będziemy potrzebować kolejnego pretekstu, by znów mogła się ujawnić.

Prof. Magdalena Środa, etyczka:

Euro to arcyciekawe doświadczenie. Niczym podróż w czasie i podróż „w głąb”. Z jednej strony cofnęliśmy się do czasów prehistorycznych, gdzie jedno plemię buduje swoją tożsamość na dokopaniu innemu plemieniu i w tym „dokopywaniu” koncentruje się jego jestestwo, zasoby i nadzieje. Z drugiej strony – była to podróż w głąb patriarchatu, w którym żyjemy; bieganie za piłką, która musi trafić do celu, jest jak kibicowanie plemnikowi, który powinien odnieść prokreacyjny sukces, by legalizować męską władzę. Piłka nożna to bardzo falliczny sport. Euro było niewątpliwie świętem fallusa i jego potrzeb. Było to obnażenie istoty męskiej, a właściwiej chłopięcej polityki, dla której najważniejsze jest: zbudować stadion, dokopać przeciwnikowi i strzelić bramkę. Euro pokazało też siłę prywatnego monopolisty (UEFA), który wziął Polskę w posiadanie bez cienia sprzeciwu ze strony naszych „patriotów” i „ludzi honoru”. Od dziś Euro będzie również głównym celem zabiegów propagandowych; cały rząd będzie nas przekonywał, że Euro to był skok cywilizacyjny i wielki worek zysków. To, co zostanie nam po mistrzostwach w piłce nożnej, to rachunki do zapłacenia i świadomość, że nic nie ma się w Polsce tak dobrze jak patriarchat.

Prof. Roch Sulima, etnograf, kulturoznawca:

Byliśmy świadkami połączenia światowego festiwalu, medialnego show, z tradycją polskiego wesela. Polska poszła w konkury, na to wesele sprosiliśmy setki tysięcy przybyszów z Europy – i stało się to chyba po raz pierwszy w dziejach. Do tej pory nie mieliśmy wydarzenia w takiej skali, w milionach pojawiały się u nas jedynie najeźdźcze armie.

Ale biesiadników trzeba ugościć. Odrodził się więc – albo narodził w nowej formie – etos gościnności. I okazało się, że przyjmowanie gości przysparzać może więcej dumy niż narodowy wiec. To poprzez gościnność poczuliśmy się patriotami, a nie – za sprawą plemiennych bojów z Rosjanami na rondzie Waszyngtona.

Ale najważniejszą zmianą jest ostateczne wysadzenie żelaznej kurtyny, która dotąd wciąż jeszcze tkwiła w naszej mentalności. Do tej pory nieustannie dorastaliśmy do standardów zachodnich. A teraz świętujemy, że osiągnęliśmy dorosłość, europejską pełnoletniość. Wyzbyliśmy się kompleksów – możemy więc sobie pozwolić na różne niedoskonałości. Jak choćby przegrana, która nie jest już traktowana jak klęska. To podcina korzenie temu stanowi umysłu, który pielęgnował mitologię narodowych porażek.

Dr Konrad Maj, psycholog społeczny:

W czasie Euro Tolerancyjni odbili flagę biało-czerwoną Niezadowolonym. Od czasu katastrofy smoleńskiej flaga pojawiała się głównie w kontekście sprzeciwu, manifestacji politycznej. Używana była pod Pałacem Prezydenckim, na protestach Solidarności i manifestacjach zwolenników Radia Maryja. Teraz ta sama flaga stała się symbolem pozytywnego święta, tolerancji i zadowolenia.

Za każdym z powyższych przypadków stoi podobny mechanizm: chęć podniesienia własnej samooceny.

W mojej ocenie w wykrzesaniu z siebie takiego entuzjazmu paradoksalnie pomógł nam słynny już film BBC, pokazujący nasz kraj jako nieprzyjazny i rasistowski. To dość prosty psychologiczny mechanizm: człowiek skonfrontowany ze swoim negatywnym wizerunkiem bardzo stara się mu zaprzeczyć.