POLITYKA

Sobota, 25 listopada 2017

Polityka - nr 24 (3063) z dnia 2016-06-08; s. 9

Ludzie i wydarzenia / Kraj. Tydzień w polityce według Paradowskiej

Janina Paradowska

Święto „Gęsiarki”

Prezydent pojechał na wycieczkę do Włoch. Jedynym uroczystym wydarzeniem 4 czerwca 2016 r. w prezydenckiej siedzibie była prezentacja odzyskanej „Gęsiarki”.

Z pamięcią, zwłaszcza polityczno-historyczną, jakoś u nas słabo. Przepytywani 4 czerwca o to, co wydarzyło się ledwie 27 lat wcześniej, przedstawiciele obozu rządzącego mieli poważne kłopoty. Najważniejszy w państwie Jarosław Kaczyński wygłosił wprawdzie tradycyjne już orędzie na nadchodzący tydzień, ale jakoś o 4 czerwca 1989 r. zapomniał, choć przecież wszyscy wiedzą, że pamięć ma właściwie absolutną. Pamiętał oczywiście inne daty, na przykład 4 czerwca 1992 r., kiedy to upadł rząd Jana Olszewskiego, pamiętał też obalenie własnego rządu. Tak się zresztą stało, że oba te wydarzenia mają wspólny mianownik: ich sprawcami byli politycy obozu rządzącego. Rząd Olszewskiego obalił przede wszystkim Antoni Macierewicz przy pomocy niechlujnej pracy bardzo ideowych młodzieńców szperających pospiesznie w archiwach Służby Bezpieczeństwa, zaś rząd Kaczyńskiego wywrócił sam Kaczyński przy walnej pomocy Mariusza Kamińskiego, szefującego wówczas CBA i próbującego dorwać Leppera. W tym sensie Kaczyński był pierwszym rebeliantem III RP, bo przecież zaczął dużo wcześniej. Na przykład prowadząc na Belweder marsz połączony z widowiskowym paleniem kukły urzędującego prezydenta.

Prezydent Andrzej Duda dzień 4 czerwca 1989 r. pamiętał raczej słabo, co można zrozumieć. Był jeszcze bardzo młody, najwyraźniej polityką słabo się interesował, a w komunistycznych szkołach uczyli marnie. Zapamiętał więc, że postkomunistyczne elity się dogadały i wepchnęły do Sejmu przedstawicieli dawnego reżimu, którzy przepadli wraz z listą krajową. I taka wiedza mu już została. Przez 27 lat, w tym także współpracując z prezydentem Lechem Kaczyńskim (którego sławi jako swego mentora, a który w tych wyborach startował i uważał 4 czerwca za dzień radości i czas zwycięstwa), nie dowiedział się, że elit reżimu nikt do Sejmu nie wpychał. Zniknęły one wraz z listą krajową, a na ich miejsce przyszli nowi, często popierani przez Solidarność. Prezydent pamiętał zdecydowanie lepiej, co stało się później, czyli że uwłaszczała się wówczas głównie nomenklatura i żadna wolność nie nadeszła. Nie było więc nic dziwnego w tym, że prezydent udał się na wycieczkę do Włoch, aby zwiedzić wystawę rzeźb polskiego artysty Mitoraja, bardzo w tym kraju cenionego. Wprawdzie w Pałacu Prezydenckim też miała w tym czasie miejsce wystawa, ale obsłużył ją rzecznik, Marek Magierowski. Na jedną ze ścian powrócił obraz „Gęsiarka”, bardzo słabej wartości artystycznej i rynkowej, ale posiadający tę zaletę, że zaginął za prezydentury Bronisława Komorowskiego. W każdym razie jedynym uroczystym wydarzeniem 4 czerwca 2016 r. w prezydenckiej siedzibie, reprezentującej tego dnia cały obóz władzy, była prezentacja „Gęsiarki”.

Pamięć nie dopisała także tak ważnemu politykowi jak Antoni Macierewicz, który o 4 czerwca 1989 r. w ogóle nie pamiętał. Usprawiedliwieniem Macierewicza może jednak być fakt, że akurat tuż przed 4 czerwca zajęty był nadzorowaniem wojskowego transportu, który dostarczał do Poznania ponad 5-metrową figurę Chrystusa Króla oraz uroczystym poświęceniem tejże, nielegalnie postawionej figury. Panią premier o 4 czerwca jakoś nikt nie pytał, być może dlatego, że rząd, choć udaje, że problemu nie ma, to jednak sprawę strajku pielęgniarek w Centrum Zdrowia Dziecka musi jakoś rozwiązać i zatrzeć niedobre wrażenie, jakie wywarł minister zdrowia, oznajmiając, że pielęgniarkom chodzi o kasę. No cóż, trudno ukryć, że chodzi także o kasę, podobnie jak wszystkim pracującym. O to na ogół się na świecie strajkuje, co minister, w przeszłości popierający różne protesty, wiedzieć powinien. A może pielęgniarkom chodziło także o arogancję ministra?

Teraz zresztą pojawia się wyzwanie większe. Prezes oznajmił, że w kraju odbywa się rebelia i trzeba się będzie do tego ustosunkować oraz że państwo prawa nie musi być państwem demokratycznym. To już będą prawdziwe łamigłówki na najbliższe dni i medialne potyczki. Jaka to rebelia? Czyja? KOD czy całej opozycji? Co to w ogóle jest rebelia? Czy pogodny pochód bardzo dużej liczby ludzi (nie wnikając w szczegółowe szacunki ratusza i policji) to już jest rebelia czy dopiero jej zapowiedź? A gdzie zaliczyć czerwcowy piknik rodziców z dziećmi? Jedna z posłanek wyrwała się przed szereg, gaworząc, jakby w przeczuciu nadciągającego niebezpieczeństwa, coś o stryczkach, ale na razie szybko ją uciszono.

Czy zresztą obóz rządzący mógł zająć się solidniej korepetycjami z historii, aby przyswoić sobie dość elementarną wiedzę o czerwcowych wyborach z 1989 r.? Choćby taką, że odbyły się wówczas całkowicie wolne wybory do Senatu i nawet prezes Kaczyń...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]