POLITYKA

Sobota, 17 sierpnia 2019

Polityka - nr 22 (2909) z dnia 2013-05-27; s. 78-79

Kultura

Dorota Szwarcman

Święto wojny

„Święto wiosny” Igora Strawińskiego kojarzymy głównie z wielkim skandalem na paryskiej prapremierze. Ale samo dzieło po stu latach wciąż porusza.

Nikt już nie dojdzie, jak było naprawdę 29 maja 1913 r. na spektaklu Baletów Rosyjskich Siergieja Diagilewa, w przepełnionej sali otwartego niecałe dwa miesiące wcześniej Théâtre des Champs-Élysées. Doniesienia były wielce dramatyczne: już od pierwszych nut szmer dezaprobaty, później krzyki protestu, a nawet bójki między zwolennikami i przeciwnikami przedstawienia i wrzaski jednych do drugich: „Zamknij się!”. Ale publiczność paryska była do skandali przyzwyczajona. Dokładnie rok wcześniej, w Théâtre du Châtelet, prapremiera „Popołudnia fauna” Claude’a Debussy’ego w wykonaniu tych samych Baletów Rosyjskich również skończyła się awanturą. Nie chodziło tu zresztą, rzecz jasna, o łagodną muzykę, lecz o autoerotyczny gest, jakim tytułowy faun, czyli Wacław Niżyński, zakończył swoje solo. O muzykę za to chodziło kilkanaście lat później podczas prawykonania „Bolera” Ravela. Pewna pani wczepiła się w fotel, krzycząc: „Wariat! Wariat!”, co kompozytor skomentował: „Ona zrozumiała!”.

Jednak wokół żadnej premiery nie funkcjonuje tyle anegdot, co wokół „Święta wiosny”. Relacje ś...