POLITYKA

środa, 19 grudnia 2018

Polityka - nr 34 (2568) z dnia 2006-08-26; s. 41-43

Gospodarka / Ekonomia inaczej

Jacek Żakowski

Świronomia

Freak to świr. Ale freakonomia to nie jest nauka o świrach. To ekonomia dla ludzi. Albo raczej o ludziach. Czyli o nas. Freakonomiści to ekonomiści, którzy zaczęli odpowiadać na pytania, jakie każdy sam sobie zadaje. I czasem swoimi odpowiedziami stawiają świat na głowie.

Każda epoka ma swego czarnego luda. W czasach biblijnych tę rolę grali celnicy. W Anglii Robin Hooda pełnili ją pachołkowie szeryfa. Potem przyszedł czas na karbowych, poborców podatkowych, fabrykantów, bankierów. W latach 80. i 90. XX w. w wielu krajach czarnym ludem stali się prawnicy przy pomocy sądów stopniowo odbierający władzę demokratycznie wybranym politykom i wyciskający z klientów astronomiczne kwoty. Na początku XXI w. w te niewygodne buty weszli makroekonomiści, którzy wprawdzie nikomu nic nie zabierają, ale narzucają rządom kluczowe decyzje i nieustannie zadręczają wszystkich domagając się zaciskania pasa.

Wystarczy jednak włączyć telewizor i radio, albo nie daj Boże otworzyć jakąkolwiek gazetę, żeby się przekonać, że ekonomiści są nie tylko czarnymi ludami XXI w., ale też jego wielkimi magami. Dopóki na sam szczyt nie przebił się Jarosław Kaczyński, jedynym liczącym się polskim politykiem, który wiedział, jak Polskę należy urządzić, był Leszek Balcerowicz. Przez półtorej dekady nikt nie miał dość odwagi i kompetencji, żeby fundamentalnie ...