POLITYKA

Czwartek, 23 maja 2019

Polityka - nr 46 (2167) z dnia 1998-11-14; s. 17

Wydarzenia

Jagienka Wilczak

Świstaki odetchnęły

Według górali było jak za PRL: malowanie płotów i słupów, chorągiewki zatknięte nawet na drzewach w Tatrzańskim Parku Narodowym. Wiwatujące dzieci odziane w olimpijskie kaftaniki. Transparenty (słynny już "Welcome in Zakopane" z błędem, który trzeba było przemalować nocą). Urzędników MKOl konwojowano w mieście i ochraniano jak przywódców wielkich mocarstw, co wprawiało w zdumienie nie tylko zakopiańczyków, ale samych bohaterów spektaklu.

Skąd te obawy, skoro we wniosku o przyznanie Zakopanemu organizacji igrzysk w 2006 r. podkreślano, że jest to największe marzenie wszystkich mieszkańców Podhala? W pierwszym dniu lustracji tylko rozmawiano: w hotelu Kasprowy (gdzie mieszkali goście i funkcjonował sztab), w izolacji od świata zewnętrznego, a dziennikarzy w szczególności, dyskutowano o sprawach organizacyjnych, finansach, budowie obiektów, obsłudze medialnej. Zaproszono specjalistów. Z przecieków wiadomo, że członkowie delegacji MKOl znali polski projekt na wyrywki, cytowali z pamięci tytuły rozdziałów i numeracje stron. To było pierwsze zaskoczenie. Okazało się, że kontrola to nie formalność, uwagi lustratorów nic nie umyka. Nietrafiona decyzja czy ocena pociąga zbyt duże konsekwencje i może kosztować karierę. Dlatego liczą się fakty.

Wniosek Zakopanego był kolorowy i tryskał optymizmem, ale rzeczywistość niejedno-krotnie wprawiała urzędników w zadumę i zakłopotanie. Nie mogli na przykład zrozumieć, dlaczego dokument został utajniony, mimo protestów licznych środowisk. I jak to się stało, że próbowano przepchnąć wniosek bocznymi ...