POLITYKA

Poniedziałek, 18 grudnia 2017

Polityka - nr 31 (3121) z dnia 2017-08-02; s. 34-36

Społeczeństwo

Joanna Cieśla

Swojska golizna

W Łebie otwarto czwartą oficjalnie oznakowaną nagą plażę w Polsce. Na południu powstają kolejne gołe sauny i spa. Także ulice zapełniają się gołymi brzuchami XXL. Polacy rozbierają się coraz chętniej. Co nie znaczy, że demokratycznie i z wyczuciem.

Czasem jest bez wyczucia. Jak w gabinecie optycznym w centrum Warszawy. Jest niewielki, trochę duszny, bez klimatyzacji w upale. Pan K. na zapleczu reperuje okulary ubrany jedynie w szorty. Wychodząc za ladę, do klienta, zarzuca koszulę, zapina na jeden guzik. Zza jej brzegów niefrasobliwie wystają srebrne kręcone włoski. Nagie (lub półnagie) brzuchy męskie, w wieku 50+ i w rozmiarach od L do XXL – niezawodny element letniego pejzażu Polski – coraz gęściej zapełniają deptaki uzdrowisk, miejskie tramwaje, a nawet salony usługowe.

Czasem jest dyskretnie, ale i drogo. Południe kraju, zwłaszcza Górny i Dolny Śląsk, obrasta ośrodkami spa i saunami. Po mniej więcej dekadzie pruderii – gdy bez stroju kąpielowego do sauny wchodzić nie wypadało – coś się zmieniło. W najdroższych ośrodkach przewidziany jest przyodziewek wyłącznie we własną skórę, państwa w strojach kąpielowych delikatnie się wyprasza. W ostatnich latach takich miejsc mogło powstać około setki. Także w szatniach klubów fitness i wellness w Warszawie rzuca się w oczy podobna prawidłowość: tam, gdzie wstęp kosztuje mniej, zmienia się majtki, skromnie osłaniając pupę ręcznikiem, tam, gdzie jest drogo, już wypada bezstresowo rozebrać się do zera i spokojnie włożyć sportową bieliznę.

Ostatnio jest też całkiem oficjalnie. Na północy Polski cztery nadmorskie samorządy urzędowo oznakowały nagie plaże działające w ich miejscowościach. W Łebie renesans nagości zauważono trzy lata temu. – Tekstylni turyści zaczęli przychodzić do urzędu miasta z uwagami, że są na plaży z dziećmi, a tuż obok coraz więcej pań opala się topless. I żebyśmy coś z tym zrobili – opowiada Michał Sałata, asystent prasowy burmistrza Łeby. I dodaje, że z mandatami nie chcieli się wygłupiać. Ani prawo nie mówi całkiem jasno, czy na plaży można się rozebrać do rosołu, ani też nie chcieli odstraszać nagich plażowiczów. Zwłaszcza że goły plażowicz – swój czy przyjezdny z zagranicy – bywa dla miasta atrakcyjny finansowo. Wymyślono, żeby oficjalnie oznaczyć odcinek plaży dla naturystów, by każdy wiedział, gdzie co może robić i kogo może spotkać. 3 czerwca, w Światowy Dzień Naturysty, plaża została oficjalnie otwarta. Był catering, obsługa medialna i przemówienie wiceburmistrza (w garniturze; resztę uczestników imprezy wietrzna pogoda też odstraszyła od okolicznościowych „strojów”). – Wcześniej z naszej inicjatywy udało się postawić znak „Plaża dla naturystów/Beach for naturists” w podkołobrzeskim Grzybowie, gdzie stoi już trzeci sezon, w gdańskich Stogach, a także w Dębkach – wylicza Grzegorz Kozakiewicz z Federacji Naturystów Polskich, inicjator akcji „Znakujemy polskie plaże”. – Zatem w sezonie 2017 mamy cztery plaże. Dwa samorządy na wszelki wypadek nie umieściły jednak na znakach oficjalnego herbu miejscowości. Władze Łeby same zgłosiły się w tej sprawie do Federacji Naturystów Polskich.

Za zimno i za tłusto

Tyle nagości w Polsce to wyraźna zmiana. Trend długo był bowiem odwrotny. Po transformacji obywatele, w PRL przyzwyczajeni do gołego paradowania po basenowych przebieralniach, zaczęli się zasłaniać. Jeszcze w połowie lat 2000 dwie plażowiczki opalające się topless stanęły przed sądem za naruszenie porządku i obyczajności publicznej (ostatecznie zostały uniewinnione w 2008 r.), a w tym samym czasie sutek warszawskiej herbowej syrenki na plakacie Rafała Olbińskiego na wniosek władz miasta musiał zostać zasłonięty. Dziś dwie trzecie pytanych przez CBOS ocenia, iż osoby obu płci i w różnym wieku, które wspólnie opalają się nago, nie łamią obowiązujących norm. Tyle że Polska zdejmuje ubrania z zachowaniem wszelkich podziałów klasowych.

Badacze i praktycy zagadnienia zauważają, że moda na gołe opalanie, jak wiele mód, docierała do Polski w następstwie otwierania się na nagość w Europie Zachodniej. Pierwsza nieformalna polska grupa naturystyczna powstała w 1897 r. w Grudziądzu. Po wojnie, w połowie lat 60., najpierw w Chałupach, a później w Dębkach, pojawili się liczniejsi nadzy plażowicze, którzy często identyfikowali się z ruchami hipisowskimi. I tłumaczyli, że ich nagość ma sens ideologiczny, że dążą do bliskości z przyrodą i naturalności.

W drugiej połowie lat 70. wysunęliśmy się wręcz na pozycję lidera. Gdy w latach 80. Zbigniew Wodecki śpiewał „Chałupy welcome to”, na golasa regularnie opalało się według różnych źródeł od pół miliona do miliona ludzi. Powołano nawet Polskie Towarzystwo Naturystyczne, którego jednak nie udało się formalnie zarejestrować. Dr Robert Florkowski, autor książki „Homo nudus. Naturyzm we współczesnej perspektywie”, tę ó...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]