POLITYKA

Sobota, 25 maja 2019

Polityka - nr 19 (3058) z dnia 2016-05-04; s. 18-20

Polityka

Mariusz JanickiWiesław Władyka

Symetryści i poputczycy

Jest ich wielu. Zapewne kilka milionów. Są głosicielami i wyznawcami symetrii, według której nie ma większej różnicy między PiS a innymi partiami. Jeśli już, to taka, że PiS próbuje wreszcie coś zrobić. A rzekome zagrożenie demokracji to zawracanie głowy. PiS uwielbia symetrystów.

Polityczny symetryzm, jaki się w Polsce teraz masowo objawia, zasadza się na następującym myśleniu: PiS nie robi specjalnie niczego innego, niż robiła Platforma, obie partie są siebie warte. Bo PO też majstrowała przy wyborach sędziów do Trybunału Konstytucyjnego, też ma na swoim koncie różne afery i kompromitacje, także psuła państwo i uprawiała trywialne partyjniactwo. Zawłaszczała, przejmowała i wstawiała swoich ludzi do spółek Skarbu Państwa. Tak jak PiS. Charakterystyczne, że takie zrównanie w błędach i przywarach zawsze jakoś wychodzi na niekorzyść dawnej władzy, bo Platforma dla symetrystów jest już na zawsze nie do przyjęcia, a PiS wciąż ma kredyt.

Winy Platformy, odpowiednio udramatyzowane i nieustannie przywoływane, są ustawiane przy ekscesach PiS i następuje ich równoważenie. Ot, po prostu – nowi ludzie, inny styl i sznyt. Nie ma więc powodu, aby traktować partię Kaczyńskiego jako twór jakościowo odmienny od pozostałych ugrupowań. A jeśli tak, to pojawia się pozornie logiczna pokusa, ...