POLITYKA

Niedziela, 26 maja 2019

Polityka - nr 45 (3185) z dnia 2018-11-07; s. 92-93

Kultura

Jakub Demiańczuk

Symfonia wielkiego miasta

Prace nad wszystkimi tomami komiksu „Berlin” trwały w sumie ponad 20 lat. Efekt jest fenomenalny, tyle że przeszłość, którą przedstawia autor, przestała być tylko przeszłością.

Historia zakpiła z Jasona Lutesa. Gdy amerykański scenarzysta i rysownik zaczynał pracę nad „Berlinem”, chciał opowiedzieć kawałek dramatycznej historii Europy, pokazać czas narodzin niemieckiego faszyzmu z punktu widzenia zwyczajnych obywateli. O analogiach do współczesności nie było mowy. Była pierwsza połowa lat 90., dopiero co upadł komunizm, a Francis Fukuyama ogłosił koniec historii. Przeszłość miała pozostać przeszłością.

Dziś ostatni tom trylogii „Berlin” („Miasto światła”) ukazuje się w innej rzeczywistości. W Stanach Zjednoczonych i w Europie doszli do głosu populiści i radykalna prawica. Lekturze powieści graficznej Lutesa towarzyszy nieprzyjemne poczucie obcowania z czymś bardzo bliskim rzeczywistości. Gdy w komiksie pojawiają się plansze przedstawiające manifestacje NSDAP, skojarzenia z marszem białych supremacjonistów w Charlottesville narzucają się same. Wybory z 2016 r. i narastający potem chaos nie miały żadnego wpływu na scenariusz ostatnich rozdziałów Berlina, ale nadały im nowego znaczenia. Surrealistycznego, przerażającego i całkowicie niepożądanego” – mówił autor w ...