POLITYKA

Poniedziałek, 20 maja 2019

Polityka - nr 44 (2269) z dnia 2000-10-28; s. 40-41

Świat

Grzegorz Dobiecki

Szach

Kosowo: Zmiany w Belgradzie Albańczycy odebrali z pełną nieufnością

W Kosowie, zaraz za granicą macedońską, kontrolowaną tego dnia przez Polaków i Niemców – nowe braterstwo broni? – albańscy chłopcy bawią się w wojnę karabinami skleconymi z patyków. Nie rzucą ziemi, skąd ich ród. Belgrad jest daleko, tu sprawy toczą się po swojemu.

W stolicy, Prisztinie, gdzie także czerwono-czarno od albańskich sztandarów, dzieciaki chodzą po ulicy obwieszone śmieciami wszelkiego rodzaju. Wysmarowały sobie paskudnie buzie, takie ich szkolne zadanie. Ankieta: czy my jesteśmy brudniejsze, czy nasze miasto? Pytają przechodniów: – Skoro te ziemie są nasze – skąd ich brud?

W lokalnych wyborach 28 października kosowscy Albańczycy powinni zająć się – na razie – raczej tą drugą kwestią. Czyli przygotowaniem do zimy (a dla wielu będzie to druga zima pod namiotami), uprzątnięciem ohydnie zapaskudzonych dróg, ulic i przedmieść, samoorganizacją własnych służb cywilnych, także tych porządkowych. Tymczasem dla większości z nich jesienna konsultacja jawi się już niczym gra o własne państwo. Niczym wolne wybory parlamentarne. A to przecież perspektywa najzupełniej mglista. Słynna rezolucja Rady Bezpieczeństwa ONZ Nr 1244 postuluje, owszem, pogłębianie autonomii Kosowa, administrowanego przez Narody Zjednoczone, wciąż jednak w ramach terytorialnie integralnej Federacji Jugosłowiańskiej.

Zmiany w Belgradzie odebrano w Prisztinie w najlepszym razie nieufnie. Nawet Ibrahim Rugova, lider umiarkowanej partii LDK, uznawany przez swych albańskich ...