POLITYKA

Niedziela, 25 sierpnia 2019

Polityka - nr 10 (3049) z dnia 2016-03-02; s. 51-53

Świat

Kaja PutoZiemowit Szczerek

Szachownica na cyrylicy

Rządzona przez nacjonalistów Chorwacja dołącza do krajów „dobrej zmiany”. Choć to zmiana cieplejsza, bardziej adriatycka.

Na chorwackim wybrzeżu Adriatyku, między wysepkami i białokamiennymi miasteczkami, nad przepłacanymi przez turystów ośmiornicami z grilla, wojna wydaje się nierealnym wspomnieniem. Ale kto pojedzie raptem kilkanaście kilometrów na wschód, w stronę Bośni, ten zobaczy, że dalmackie wybrzeże to tylko makijaż, bo chorwackie ciało nadal nosi głębokie blizny.

Widać je na przykład w okolicach Kninu, dawnej stolicy Republiki Serbskiej Krajiny, separatystycznego państewka, które na początku lat 90. broniło się rękami, nogami i serbskimi czołgami, by nie wejść w skład świeżo stawianej Republiki Chorwacji. I mimo że w 1995 r., podczas operacji „Burza”, Chorwacja ostatecznie odbiła te tereny, a później próbowała jakoś doprowadzić je do porządku (m.in. za pomocą unijnych środków), widać, że czas tutaj ugrzązł po uszy.

W dawnej Krajinie, mateczniku chorwackiej prawicy, pełno wszędzie nacjonalistycznego graffiti. Chorwackie szachownice malowane na murach nie do końca zakrywają wcześniejsze graffiti: serbskie krzyże z czterema cyrylickimi literami „S”, symbolizującymi hasło „Samo sloga Srbina spasava” (tylko jedność zbawi Serbów), malowane tu ...