POLITYKA

środa, 22 maja 2019

Polityka - nr 4 (2334) z dnia 2002-01-26; s. 58-59

Gospodarka

Krzysztof Urbański

Szelki opadają

Dlaczego na polskiej giełdzie traci się zamiast zarabiać

Z giełdy korzystają nie tylko ci, którzy na niej grają. Związali też z nią swój los przyszli emeryci – poprzez fundusze emerytalne. A także mniejsi i więksi ciułacze – lokujący oszczędności w fundusze inwestycyjne. Giełda nie ma dla nich dobrych wiadomości.

Ci, którzy chcieli się dorobić na giełdzie, okres ostatnich pięciu lat muszą właściwie uznać za stracony. Polskie spółki giełdowe nie tylko nie przynoszą zysków, ale mają wyniki zastraszająco gorsze od spółek ze Stanów Zjednoczonych i Europy Zachodniej. Nikt oczywiście nie oczekuje, że na warszawskiej giełdzie, mającej łączną kapitalizację ok. 30 mld dol., pojawi się zawodnik wagi superciężkiej z kapitalizacją rzędu setek miliardów dolarów. Wystarczy, żeby polskie spółki dawały wzrosty wartości przekraczające ich koszt kapitału (definicja obok). Badania Stern Stewart opublikowane w „The Economist” wskazują, że najlepsze spółki świata to te, które przynoszą największą nadwyżkę ponad swój koszt kapitału. Pierwsza trójka to General Electric, Microsoft i Mannesman.

W okresie pięciu lat (do czerwca 2001 r.) zarówno w USA jak i w Europie badane firmy giełdowe przyniosły łącznie nadwyżki wartości ponad swój koszt kapitału. Firmy japońskie natomiast nie pokryły swojego kosztu kapitału, choć – jak twierdzi „The Economist” – samo pojęcie kosztu kapitału jest ...

Koszt kapitału

Pojęcie kosztu kapitału ma swoje źródło w założeniu, że inwestor, lokując swoje pieniądze w akcje spółki, oczekuje określonego, minimalnego zwrotu z takiej inwestycji. Inwestor nie jest w stanie bezpośrednio wyegzekwować tego zwrotu (jak np. udzielający kredytu bank), może jednak – używając swoich praw właścicielskich – wpływać na spółkę w taki sposób, by rozwijała się w kierunku dającym największe szanse na wzrost wartości. Wymagany przez akcjonariusza wzrost wartości akcji jest – patrząc od strony spółki – jej kosztem kapitału.

Koszt kapitału jest porównywalny dla spółek prowadzących podobną działalność, a rośnie wraz ze wzrostem ryzyka działalności. Przykładowo, od spółki funkcjonującej w dziedzinie nowoczesnych technologii informatycznych oczekuje się wyższych zwrotów z inwestycji niż od producenta żywności. Koszt kapitału zależy też od ogólnych nastrojów w gospodarce i rośnie w niespokojnych czasach. Jeśli zwrot z inwestycji w akcje przekroczy koszt kapitału, w spółce dochodzi do tzw. budowania wartości, jeśli go nie osiągnie, spółka „niszczy wartość” (jeśli zwrot z inwestycji będzie równy kosztowi kapitału, akcje spółki – jako instrument finansowy – spełniają swoje zadanie minimum). Tak więc spółka, której akcje wzrosły w ciągu roku o 20 proc. i mająca koszt kapitału 30 proc. będzie oceniona gorzej niż spółka legitymująca się zwrotem jedynie 15 proc., ale mająca koszt kapitału 10 proc. Koszt kapitału nie jest podawany wprost. Oblicza się go na podstawie modelu teoretycznego zwanego Capital Asset Pricing Model – CAPM. Parametrami wykorzystywanymi w tych obliczeniach są stopa wolna od ryzyka, premia za ryzyko inwestycji w akcje i zmienność kursów akcji.