POLITYKA

Wtorek, 23 kwietnia 2019

Polityka - nr 45 (2477) z dnia 2004-11-06; s. 40-43

Kraj / Zależni niezależni

Iwona Aleksandrowska

Szepty i krzyki lokalne

Prasa prowincjonalna jest słaba, spętana przez lokalne układy. A w ogóle to pojęcie prasy trzeba będzie na nowo zdefiniować, bo podszywają się pod nią produkty prasopodobne, często finansowane i kontrolowane przez miejscowe władze.

Były minister sprawiedliwości Grzegorz Kurczuk groził redaktorowi naczelnemu „Dziennika Wschodniego”, w którym ukazały się artykuły nieprzychylne dla SLD, że odetnie gazecie dopływ reklam. Redaktor Andrzej Mielcarek rozmowę nagrał i zawiadomił ABW i prokuraturę. Ten incydent został ujawniony również dlatego, że za dziennikarzami stał silny wydawca – Orkla. Ilu jednak podobnych nie znamy dlatego, że prasa ogólnokrajowa o nich rzadko pisze, a lokalna i nie chce, i nie może?

Na początku było romantycznie. W 1989 r. przy zakładanych spontanicznie Komitetach Obywatelskich Solidarności wydawano ulotki wyborcze. Już legalnie, ale jeszcze metodami podziemnymi, drukowano pojedyncze stronice na powielaczach, w prywatnych mieszkaniach lub piwnicach. Niekiedy ulotka obrastała w kolejne strony, aż – ku zdumieniu właścicieli – rodziła się prawdziwa gazeta przynosząca zyski. – Zajmowali się tym zwykle młodzi inteligenci, ambitni, pełni energii, zapału i chęci, aby zmieniać rzeczywistość – mówi Jolanta Kmita, redaktor naczelna „Kuriera Gmin”, wydawanego w powiecie wołowskim na Dolnym Śląsku.

– Był...

Wieść gminna raz na tydzień

Wśród pism lokalnych dominują tygodniki i dwutygodniki. Ukazują się one zazwyczaj w czwartki. Są też pisma, jak „Gazeta Goleniowska”, drukowane dwa razy w tygodniu. Tygodniki lokalne mają format A3 charakterystyczny dla dzienników. Do wyjątków należy „Kurek Mazurski” wydawany w Szczytnie i przypominający ogólnopolskie tygodniki opinii.

Dominują wśród nich głosy, kuriery oraz gazety wzbogacone o przymiotnik utworzony od nazwy miejscowości, w której się ukazują. Mamy więc „Gazetę Miechowską”, „Gazetę Radomszczańską”, „Kurier Brzeski”, „Kurier Ostrowski”. Ale zdarzały się też nazwy zabawne i żartobliwe: „Szept Postomina”, „Fujok Babiogórski”, „Grajdoł – czaplinecka gazeta nierządowa”, „Kot Domowy”, „Prowincjusz”, „Robak”, „U nas na Brody – Łejn”, „Wójtowa kleka” czy „Taka Malownicza Gmina”.

Ich nakład waha się od 1 tys. do 20 tys. egzemplarzy. Najczęściej sprzedawane są w jednym lub kilku powiatach.

Prasę o jeszcze mniejszym zasięgu niż powiat nazywa się sublokalną. Zwyczajowo zalicza się do niej prasę parafialną, szkolną, pisma towarzystw miłośników ziem i miast. Przykładem prasy sublokalnej jest „Gazeta Biskupińska” ukazująca się przy okazji festynów organizowanych w osadzie.