POLITYKA

Poniedziałek, 20 maja 2019

Polityka - nr 4 (2638) z dnia 2008-01-26; s. 116-121

Na własne oczy

Jowita Flankowska

Szepty na biesy

Na choroby, na kłótnie w rodzinie, na nerwy, na nową pracę i na sprawy beznadziejne najlepsza na Podlasiu jest szeptucha. Wie to nawet zaprzysięgły racjonalista.

Srebrny Opel na białostockich numerach parkuje na podwórku pod lasem. Z auta wychodzi młoda kobieta w białym kusym futerku, w wysokich czarnych kozakach na obcasie i z lakierowaną torebką. Dłonią z wypielęgnowanymi, długimi paznokciami śmiało otwiera drewnianą furtkę. W małym zadbanym domku znika na 20 minut. Kiedy wychodzi, szczelnie chowa głowę w kaptur, bo już wie, że nerw nie lubi zimna. Jak niemal wszyscy odwiedzający szeptuchy, nie jest skłonna do zwierzeń. Jednak zanim odjedzie, na pytanie, czy to pomaga, odpowiada pewnie: – Jak się wierzy, to pomaga. Mnie pomogło, inaczej bym tu nie przyjeżdżała.

Orla, Rutki, Morze, Grabowiec, Parcewo, Dubicze Cerkiewne, Szernie – to wioski na południowy wschód od Bielska Podlaskiego. Tutaj podczas burzy w oknie ciągle stawia się zapaloną świeczkę, a od staropanieństwa chronią poukrywane w rogach izby kromki chleba poświęconego w cerkwi. Wszędzie tu niebieszczą się małe cerkwie, a cmentarze pełne są błękitnych krzyży i napisów w cyrylicy. Niebieskie są też okiennice ...