POLITYKA

Sobota, 25 maja 2019

Polityka - nr 39 (2573) z dnia 2006-09-30; s. 20-22

Temat tygodnia

Tomasz Maćkowiak

Szkoda reputacji

Ogień, w którym tydzień temu spłonęło kilka samochodów w centrum Budapesztu, dokończył też dzieła zniszczenia czegoś znacznie cenniejszego, choć nieuchwytnego: reputacji całej Europy Środkowej. Polska, Słowacja, Czechy, Węgry – do niedawna traktowane jako przykłady sukcesu, pogrążyły się w politycznym kryzysie i straceńczych walkach wewnętrznych.

Węgierskie demonstracje przeciwko premierowi, który knajpianym językiem przyznał się przed partyjnymi kolegami do okłamywania wyborców, były pokojowe, a atmosfera na nich przypominała piknik. Pewnie by nie wykroczyły poza standardy znane z demokratycznych krajów i mało kto by je zauważył, gdyby nie to, że pierwsza manifestacja wymknęła się spod kontroli: z kilkutysięcznego tłumu wyodrębniła się grupa stadionowych zadymiarzy, którzy wdarli się do niechronionego budynku telewizji. Zgodnie z chuligańskimi zwyczajami łamali drzwi, tłukli okna, palili i wywracali auta. Ale jednocześnie wykrzykiwali hasła polityczne. Ponieważ ich wściekłość obudził premier socjalista, więc spadkobierca komunizmu, swój atak na niego uznali za atak na „komunę” jak w powstaniu z 1956 r.

Drży wyspa spokoju

Te doniesienia starczyły, żeby zdjęcia stojącego w ogniu placu Kossutha trafiły na czołówki gazet i serwerów internetowych na całym świecie. Do Budapesztu pośpieszyły ekipy telewizyjne z całej Europy, w przeczuciu, że w kraju szykuje się ...