POLITYKA

Czwartek, 23 maja 2019

Polityka - nr 38 (2522) z dnia 2005-09-24; s. 34-36

Kraj / Obrachunek z gimnazjami

Agnieszka NiezgodaAnna Zdrojewska  [wsp.]

Szkoła bez klasy

Gimnazja miały upowszechnić edukację. Wyrównać szanse. Przedłużyć o rok obowiązkową naukę. Chronić maluchy przed dojrzewającymi nastolatkami, grupując tych ostatnich w osobnej szkole. Okazało się zaś, że stały się wychowawczą bombą i wylęgarnią problemów.

Bieżący rok szkolny zaczął się od doniesień, że w gimnazjach panuje fala na wzór wojskowy: pierwszoklasiści paradują z wymalowanymi wąsami i napisem „kot”. W jednej ze stołecznych szkół kot, który nie chciał dać sobie namalować wąsów, został tak uderzony przez starszego kolegę, że z podejrzeniem wstrząśnięcia mózgu trafił do szpitala.

We wszystkich poznańskich gimnazjach zamontowano w tym roku kamery. Władze miasta planowały je zainstalować także w pozostałych placówkach oświatowych, ale na taki rozmach brakło funduszy. Ograniczono się zatem tylko do szkół najtrudniejszych, jak wyjaśnia radny Jacek Tomczak. Gimnazjalna młodzież, powiada radny, dojrzewa, ale w sposób głupi. Pijąc, paląc, sięgając po narkotyki oraz przejawiając ogólną agresję wobec życia.

A przecież sześć lat temu twórcom gimnazjów nie o kamery w szkołach chodziło. Idea wyrównania szans edukacyjnych była szczytna, ale z marnym skutkiem udało się ją wcielić w życie. Co bardziej aspirujące gimnazja wymyśliły wł...