POLITYKA

Sobota, 25 listopada 2017

Polityka - nr 16 (3107) z dnia 2017-04-19; s. 26-28

Społeczeństwo

Joanna Cieśla

Szkoła niskich nalotów

Inspekcje wizytatorów w szkołach podczas trwania strajków, awantury z samorządowcami, zastraszanie nauczycieli, historyczno-religijny przechył w tematach konkursów dla uczniów. Oto najświeższy wkład kuratoriów w edukację.

Czas testu już się zaczął. Na 20 kwietnia zaplanowane zostało spotkanie Bartłomieja Wosia, wuefisty z Żagania, z rzecznikiem dyscyplinarnym dla nauczycieli przy wojewodzie lubuskim. Woś mógł uchybić godności zawodu i obowiązkom nauczyciela „poprzez prezentowanie w mediach społecznościowych wypowiedzi pełnych agresji, nienawiści i osądów osób, Kościoła katolickiego i władz państwowych”. Udostępniał na Facebooku serial „Ucho prezesa”.

Rzeczników powołują wojewodowie, zwykle z grona pracowników kuratoriów. Także formalnie przy wojewodach, a praktycznie przy kuratoriach, działają komisje dyscyplinarne, na wniosek rzeczników prowadzące postępowania. Ich kadencje są kilkuletnie, zmieniają się w różnym rytmie, więc zmiana wyborcza nie przyniosła wszędzie automatycznej zmiany kadrowej. W Lubuskiem Iwona Bydłowska została powołana na rzecznika już przez nowego wojewodę w lutym 2016 r. Ale sprawę nauczycielek z Zabrza, uczestniczek Czarnego Protestu, uznała za konieczną do rozpatrzenia przez komisję dyscyplinarną Anna Gamalczyk, śląska rzecznik powołana w lipcu 2014 r. (komisja nauczycielki uniewinniła). Z kolei w innym województwie rzeczniczka, której doniesiono o nieprawomyślnej – z nowej perspektywy – organizacji pozarządowej wpuszczonej na warsztaty do szkoły, nie nadała sprawie biegu. Choć mogła. Sama była z nowego nadania.

Donosów za „dobrej zmiany” najbardziej przybyło w Małopolsce – o prawie jedną trzecią, a także w Lubuskiem i Warmińsko-Mazurskiem. Co ciekawe, w Małopolsce do wzrostu liczby donosów przyczynili się szczególnie dyrektorzy szkół. Zdaniem jednych przezornie wolą oni obecnie odsuwać od siebie wszelkie drażliwe sytuacje. W Żaganiu do rzecznika też wystąpił dyrektor szkoły. Zdaniem innych dyrektorzy wykorzystują okazję, by załatwić różne zadawnione porachunki z podwładnymi. Ale też po prostu chcą się wykazać przed kuratorami.

Dążenie do wykazania się po stronie kuratoriów widać w tematyce proponowanych szkołom konkursów dla uczniów. Wiele z nich ma charakter ogólnopolski, tak jak olimpiada „Myśli Jana Pawła II”, prowadzony równolegle konkurs „Papież Słowianin” czy Przegląd Musztry Klas Mundurowych. Wielu kuratorów chętnie dodaje coś od siebie. Opolski wymyślił ranking „Klasa Mundurowa Roku” i „Test Wiedzy o Żołnierzach Wyklętych”. Część kuratorów zlecała organizację konkursów innym ośrodkom. – U nas siedzi nad tym pani z wydziału z posłem PiS, zainteresowanym tematyką biblijną – przyznaje wizytatorka z północnej Polski. Konkursy umożliwiają uczniom zdobycie dodatkowych punktów w rekrutacji do liceów. Wąski wachlarz tematów skłania więc do skupiania się w nauce na wybranych zagadnieniach kosztem innych.

Z tej perspektywy zmiany w edukacji okazują się świetnie przemyślane i wdrażane systematycznie. Bo zanim zabrano się za szkoły, najpierw zmieniono regulacje prawne dotyczące kuratoriów, powiększając ich władzę. Następnie powołano nowych szefów tych urzędów i dyrektorów delegatur, wymieniła się też część wizytatorów. Zmiany na stanowiskach dyrektorów szkół w tej sytuacji nie przysporzą problemów. Nowe prawo przewiduje obowiązkowe rozpisywanie konkursu po końcu każdej dyrektorskiej kadencji. Można je ominąć tylko w tych szkołach, które przekształcają się w związku ze zmianami struktury oświaty – wcześniej wójt lub prezydent mógł powierzyć dalsze kierowanie placówką dotychczasowemu dyrektorowi bez konkursu i często to robił. W komisjach konkursowych kuratoria mają silniejszy głos niż do niedawna. A to tylko jeden z aspektów wzmocnienia ich wpływów. Pod nowymi rządami te urzędy funkcjonują już rok.

Po własnych śladach w przeszłość

Instytucje podobne do kuratoriów działają w większości systemów oświatowych w Europie. Mają przede wszystkim pilnować jakości pracy szkół. W praktyce jeśli szkoła sobie nie radzi, można np. oddelegować do niej na rok dyrektora z dobrej szkoły, jak w Wielkiej Brytanii.

W Polsce podobnego systemu interwencji nigdy nie udało się dopracować. Jednocześnie to, kto za co odpowiada w oświacie, od ponad dwóch dekad podlegało zmianom. Kolejne uprawnienia kuratoriów oświaty przechodziły na prowadzące szkoły samorządy. To im pozostawiono decyzje dotyczące kluczowych kwestii, takich jak likwidacja szkół czy ustalanie ich obwodów, im też przekazano zarządzanie finansami. W efekcie głównym zadaniem kuratoriów pozostało pilnowanie jakości.

W 2009 r. rząd PO-PSL ujednolicił wymagania wobec szkół w całym kraju, określił najważniejsze obszary ich pracy i ustalił, jak dokładnie mają przebiegać badania wizytatorów (wcześniej każde kuratorium prowadziło je na własną modłę, sprawdzając co innego niż w sąsiednim województwie). Nadzór podzielono na kontrolę – dotyczącą wykonywania przepisów, np. tego, jak wygląda arkusz ocen ucznia, ewaluację – dotyczącą kwestii miękkich, np. aktywności ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]