POLITYKA

Wtorek, 23 lipca 2019

Polityka - nr 22 (2909) z dnia 2013-05-27; s. 32-34

Rynek

Joanna Solska

Szmaciany biznes

Po katastrofie w fabryce odzieżowej w Bangladeszu świat oburzył się na tamtejsze warunki pracy. Obłudnie i na krótko. Ważne, że na Dalekim Wschodzie jest tanio. Korzystają z tego również polskie firmy.

Pożary, zawalenia się szwalni oraz inne tragedie w Bangladeszu czy Chinach zdarzają się co kilka miesięcy. Oburzenie świata zależy od zainteresowania mediów. Katastrofy muszą się zdarzać, skoro w fabrykach, jak w tej pod Dhaką, wznosi się kolejne piętra bez poszanowania podstawowych zasad bezpieczeństwa. Dziesiąte, piętnaste, dwudzieste – niezależnie od liczby przewidzianej w projekcie. Na każde wstawia się maszyny, generatory prądu (bo coraz częściej zdarzają się wyłączenia), a wszystko to wibruje. Ale zanim nastąpi nieszczęście, uda się jeszcze zarobić.

Bangladesz żyje z odzieży. To 80 proc. wartości całego eksportu, 20 mld dol. rocznie. Gdyby władze naprawdę zaczęły się przejmować warunkami pracy, kontrahenci ulokowaliby zamówienia gdzie indziej. Tak jak opuszczają Chiny, które stały się już dla firm odzieżowych za drogie, w ostatnich latach koszty produkcji rosły o 15–20 proc. Zostały tu już tylko bardzo drogie marki, dla których koszty produkcji mają mniejsze znaczenie.

Wielkie światowe firmy spodziewają się, że Birma, rządzona przez juntę wojskową, może być jeszcze tańsza. Ruszą tam ...