POLITYKA

Wtorek, 20 sierpnia 2019

Polityka - nr 34 (3073) z dnia 2016-08-17; s. 84-85

Ludzie i style

Marcin Piątek

Sztanga upadła

Doping w ciężarach był, jest i będzie. Coraz mniej prawdopodobne olimpijskie medale nie są warte coraz bardziej prawdopodobnego dopingowego wstydu.

Blask złota wioślarek Natalii Madaj i Magdaleny Fularczyk-Kozłowskiej przykrył wstyd związany z wpadkami trzech sztangistów: Adriana i Tomasza Zielińskich oraz Krzysztofa Szramiaka. Ale tylko na chwilę i tylko na polskim podwórku. Nie miejmy złudzeń – czasy są takie, że wiadomości o oblanych kontrolach rezonują dużo mocniej niż sukcesy medalowe, zwłaszcza w bardziej niszowych sportach. Czas i miejsce wpadek, a także kaliber ostatniego z „trafionych” – czyli Adriana Zielińskiego, mistrza świata i mistrza olimpijskiego z Londynu – sprawiły, że polska sztanga nagle stanęła w jednym rzędzie z rosyjską i bułgarską, z powodu notorycznych dopingowych grzechów już wcześniej z igrzysk wykluczonych. Po szkodzie można powiedzieć: lepiej, żeby i nas w Rio nie było. Ale chyba nikt nie zdawał sobie sprawy, że jest aż tak źle.

Nie wiadomo zresztą, co bardziej wstydliwe: sama wpadka czy reakcje na nią. W pierwszym odruchu Tomasz Zieliński stwierdził, że nie należy wierzyć wynikom badań uzyskanych w brazylijskim laboratorium, bo jest ono mało wiarygodne (do ostatnich dni walczyło o odzyskanie olimpijskiej akredytacji, żeby nie powtórzyła się ...