POLITYKA

Poniedziałek, 22 lipca 2019

Polityka - nr 38 (3077) z dnia 2016-09-14; s. 78-79

Kultura

Zdzisław Pietrasik

Sztuczna mgła

O okolicznościach powstawania „Smoleńska” wiedzieliśmy bardzo dużo, zanim w końcu trafił na ekrany kin. Po premierze można wreszcie postawić pytanie: jaki to film?

Pod względem gatunkowym „Smoleńsk” wykorzystuje dobrze znaną formułę kina o śledztwie dziennikarskim, które doprowadza do odkrycia zatajonej prawdy. Regułę tę do perfekcji opanowali Amerykanie, ale mamy także polski znakomity wzór, „Człowieka z marmuru” Andrzeja Wajdy, do którego Antoni Krauze, chyba całkowicie świadomie, nawiązuje. Główną bohaterką filmu jest Nina, reporterka fikcyjnej prywatnej stacji telewizyjnej, która przygotowując materiały o katastrofie smoleńskiej, przejdzie ważną przemianę moralną. Najpierw bezkrytycznie przyjmuje oficjalną wersję, powiedzmy w poetyce filmu – rządową, czyli że – w uproszczeniu – wszystkiemu winni byli głównie piloci, ale potem nawróci się i uwierzy w zamach.

Podobnie jak u Wajdy, ważną postacią jest szef dziennikarki, okropny oportunista (gra go Redbad Klijnstra), utrzymujący bliskie stosunki z obozem władzy i podsuwający podwładnej rozmówców, którzy mają dostarczyć jej dowodów, że jedynie wersja oficjalna ma sens. Jest nawet scena korytarzowa, taka jak w „Człowieku”, kiedy dziennikarka goni redaktora, który tutaj nie skrywa się jednak w toalecie (jak w pierwowzorze), lecz wbiega do windy. Dodatkowo pojawia się jeszcze tajemniczy Dyplomata (tak w czołówce została ...