POLITYKA

Poniedziałek, 26 sierpnia 2019

Polityka - nr 3 (2228) z dnia 2000-01-15; s. 62

Historia

Andrzej Garlicki

Sztuka antyszambrowania

Dramatyczne lata sześćdziesiąte

Władysław Kopaliński w „Słowniku wyrazów obcych i zwrotów obcojęzycznych” definiuje antyszambrowanie jako „długie wyczekiwanie w przedpokojach, poczekalniach na audiencję, posłuchanie, rozmowę z osobami ustosunkowanymi, wpływowymi” i stwierdza, że jest to pojęcie przestarzałe. Znakomity autor napisał to w końcu lat sześćdziesiątych i choć słowo było może w tym czasie już przestarzałe, to na pewno nie można tego odnieść do sytuacji, którą opisywało.

Wątpiących odsyłam do wydanego właśnie trzeciego tomu „Dzienników politycznych” Mieczysława F. Rakowskiego obejmującego lata 1967–1968. Autor świeżo był wówczas przekroczył czterdziestkę, kierował najlepszym tygodnikiem na obszarze od Łaby po Władywostok i wciąż jeszcze był młodym, dobrze zapowiadającym się politykiem. Niesłychanie zresztą, jak świadczą te zapiski, naiwnym.

Przykładem tej naiwności może być rozmowa z ówczesnym wiceministrem spraw wewnętrznych Franciszkiem Szlachcicem zanotowana pod datą 8 listopada 1967 r. Rozmówca Rakowskiego występuje jako człowiek zaufania Gierka i wyraźnie usiłuje go zwerbować do obozu przygotowującego się do objęcia sukcesji po Gomułce. Co jak co, ale werbować Szlachcic umiał.

„F. Sz. zapewniał – zanotował Rakowski – że jest pełen uznania dla mnie (nie wiem, na ile jest to szczere, raczej nie). Jego zdaniem jestem jedynym politykiem w kraju, który samodzielnie, własną pracą zdobył sobie duży autorytet. Uważa, że w kierownictwie partii cieszę się szacunkiem. Rozmawiał ze mną w ten sposób, jakby już dzielił teki ministerialne (»Wiecznie nie będziecie w POLITYCE, towarzysze myślą o&...