POLITYKA

Wtorek, 23 lipca 2019

Polityka - nr 45 (2679) z dnia 2008-11-08; s. 100-102

Ludzie i obyczaje

Krystyna Lubelska

Sztuka i żyćko

Rozmowa z Jerzym Gruzą o tym, dlaczego sztuka jest piękna, a dzisiejsza telewizja nudna

Krystyna Lubelska: – Kim pan naprawdę jest?

Jerzy Gruza: – Mężczyzną. Reżyserem filmowym, teatralnym, scenarzystą, twórcą programów telewizyjnych i seriali filmowych, byłym dyrektorem teatru muzycznego w Gdyni, autorem widowisk muzycznych, byłym restauratorem w Warszawie, autorem książek, felietonistą. Aktorem.

Dużo jak na jednego człowieka nawet z ponadczterdziestopięcioletnim stażem zawodowym. Kim pan wobec tego nie jest?

Nie jestem gościem.

To znaczy?

Gdy tylko zjawiam się w TVP, aby omówić swój nowy pomysł na serial, program czy film, słyszę od sekretarki: Przepraszam pana, ale pan redaktor ma właśnie gości albo pan dyrektor czeka na gości. Nic dziwnego, że nabawiłem się kompleksu niebycia gościem. Zostałem raczej mistrzem powtórek. TVP lubi powtarzać to, co kiedyś dla niej zrobiłem, bo to już zna.

Skąd u pana to upodobanie właśnie do telewizji publicznej?

Zakładam, że mają tam najwięcej pieniędzy na produkcję seriali i programów rozrywkowych. Utrzymują się przecież nie tylko z abonamentu, ale i z reklam. Ponadto jest to kwestia przyzwyczajenia. Z telewizją ...

Jerzy Gruza ukończył Wydział Reżyserii PWSF w Łodzi. Przez wiele lat związany z TVP, dla której robił m.in. seriale („Wojna domowa”, „Czterdziestolatek”, „Tygrysy Europy”) i spektakle teatralne. Reżyser filmów fabularnych, m.in. „Dzięcioł”, „Przeprowadzka”, „Motylem jestem, czyli romans czterdziestolatka”. 1983–91 dyrektor Teatru Muzycznego w Gdyni, gdzie wyreżyserował głośne musicale: „Drugie wejście smoka”, „Skrzypek na dachu”, „My Fair Lady”, „Jesus Christ Superstar”.