POLITYKA

Piątek, 24 maja 2019

Polityka - nr 36 (3176) z dnia 2018-09-05; s. 52-53

Świat

Tomasz Walat

Szwecja w ruinie?

Europejska skrajna prawica marzy, aby w przyjmującej imigrantów Szwecji w końcu coś się popsuło. Dobry wynik populistów w niedzielnych wyborach w tym psuciu może pomóc.

Szwedzkie wybory (9 września) w zasadzie już się rozpoczęły. To właśnie m.in. dzięki możliwościom wcześniejszego oddania głosu w specjalnie wyznaczonych punktach (i oczywiście wysokiej świadomości politycznej obywateli) Szwecja ma najwyższą na świecie, niewymuszaną prawem, a dochodzącą nawet do 90 proc., frekwencję w wyborach.

Według Matsa Knutsona, głównego komentatora politycznego telewizji publicznej, tegoroczne głosowanie ma być najbardziej dramatyczne w powojennej historii Szwecji. Dramaturgia polega jednak głównie na tym, że może dojść do swego rodzaju politycznego pata. Nie będzie jasnego rozstrzygnięcia, kto ma rządzić krajem przez kolejne cztery lata. Już teraz pojawiają się głosy, że wiosną trzeba będzie rozpisać nowe wybory.

Szwedzka polityka była dotychczas prowadzona w ramach swego rodzaju liberalno-demokratycznego konsensu. Jak w wielu innych krajach europejskich działają tu od lat dwa główne bloki partii, zwane umownie lewicą i prawicą, czyli – przekładając na szwedzki przypadek – bloki czerwonych i niebieskich. Różnice między nimi nie są znaczące. Złośliwi twierdzą nawet, że wszystkie szwedzkie ...