POLITYKA

Piątek, 19 kwietnia 2019

Polityka - nr 31 (3171) z dnia 2018-08-01; s. 36-38

Rynek

Adam GrzeszakRyszarda Socha  [współpr.]

Szycie na szczycie

Marek Piechocki, prezes i główny akcjonariusz giełdowej spółki odzieżowej LPP, skroił dla niej nową kreację. Chce, by była polską, rodzinną firmą na pokolenia. Czy w biznesie istnieje życie wieczne?

Długo wszystko analizował, sporo czytał, sięgał nawet po prace historyczne. Szczególnie podziałały mu na wyobraźnię dokonania Jana Zamojskiego. Nie tylko stworzył on od zera wielką fortunę, ale także sprawił, że przetrwała wieki, a potomkowie jej nie podzielili i nie roztrwonili. Co zrobić, by z LPP było tak samo? Ordynacji przecież nie stworzy.

Kiedy Marek Piechocki całą sprawę przemyślał i poukładał, zaplanował wyjazd w ustronne miejsce z najbliższą rodziną. Tam zaproponował dyskusję: co będzie z firmą, gdy jego zabraknie? – Jestem zdrowy, nie mam na razie zamiaru umierać, mam nadzieję, że jeszcze będę długo pracować – zapewnia. – Z drugiej strony nigdy nic nie wiadomo – dodaje. W końcu zbliża się do sześćdziesiątki i wygląda, jakby uświadomił sobie, że nie jest nieśmiertelny. Szybko wylicza znanych biznesmenów, którzy odeszli przedwcześnie: Wejchert, Inglot, Kulczyk, Łukasiewicz. Córka się popłakała, ale wszyscy przyjęli ze zrozumieniem jego decyzję: chcę, aby LPP pozostawała prywatną polską firmą i aby tak trwała ...