POLITYKA

Piątek, 17 listopada 2017

Polityka - nr 21 (3111) z dnia 2017-05-24; s. 16-18

Polityka

Mariusz JanickiWiesław Władyka

Ta okropna Platforma

Dopóki Platforma była słaba, wyśmiewano się z niej. Kiedy się wzmocniła w sondażach, jest atakowana ze wszystkich stron bardziej niż PiS. Zaczyna powracać atmosfera z 2015 r., w której Kaczyński dostał na tacy pełnię władzy.

Podczas jednej z dyskusji w TVN24 o wyborach we Francji działaczka Partii Razem Julia Zimmermann stwierdziła – wyraźnie w tonie troski i przestrogi – że jeśli teraz wygra Macron, to za pięć lat na pewno zwycięży Le Pen. Dodajmy, że była to już druga tura i do wyboru oprócz Macrona była Le Pen. To osobliwe rozumowanie jest stosowane także na użytek krajowej polityki. Marek Beylin, publicysta „Gazety Wyborczej”, napisał niedawno, że jeśli za dwa i pół roku z PiS wygra PO, to w następnych wyborach znowu zwycięży PiS. Jak należało rozumieć, z tego powodu zwycięstwo Platformy jest niepożądane.

Zwyżka sondażowa partii Schetyny, po krótkim okresie zadowolenia z „dokopania” Kaczyńskiemu, sprowokowała falę żalów i wątpliwości. Całkiem poważni komentatorzy wygłaszają dziwne tezy: że to źle, iż Platformie wzrosło, bo teraz spadnie, że wzrosło niesłusznie, bo PO „nic nie robi”, a pomógł jej Tusk (notabene współtwórca i wieloletni lider tej formacji). Bo jeśli nawet PO wygra z PiS, to będzie brzydkie zwycięstwo, nie o takie chodziło, a generalnie opozycja jest niegotowa na władzę, dlatego musi jeszcze porządzić PiS.

Słychać, że „wraca PO-PiS” i że te dwie partie różni już tylko styl; że Schetyna włożył maskę Kaczyńskiego. Platforma według różnych postulatów powinna być bardziej liberalna gospodarczo i jednocześnie mniej liberalna, ma rozszerzyć 500 plus, ale też zawęzić, wprowadzić euro, ale też zgrabnie nie wprowadzać, ma być lewicą, prawicą i centrum. Jest namawiana do zadeklarowania, że po ponownym objęciu władzy znowu podwyższy wiek emerytalny, mimo że to właśnie od tej reformy kilka lat temu zaczęło się gwałtowne załamanie jej notowań, które w konsekwencji doprowadziło do klęski w 2015 r. i rządów PiS. Schetynie zarzuca się, że patrzy na sondaże i prowadzi „mało ambitną politykę”. W istocie sufluje się mu, aby poniósł szlachetną, elegancką i ambitną porażkę, bo tak będzie przynajmniej uczciwie. A potem wszyscy będą się już mogli znowu zająć narzekaniem na to, że „PiS dewastuje demokrację”.

To partia Kaczyńskiego zawsze miała swoją osobliwą logikę, odległą od tej klasycznej, ale teraz także przeciwna strona tworzy dziwne myślowe konstrukcje. Część antyPiS głosi taki pogląd: co nam z ewentualnego zwycięstwa Platformy w 2019 r., skoro nadal nie będzie związków jednopłciowych, liberalizacji prawa aborcyjnego ani przyjęcia muzułmańskich uchodźców?

Jednak przez ostatnie kilkanaście miesięcy protesty antypisowskich środowisk były organizowane nie dlatego, że PiS nie przyjmuje imigrantów, że nie chce aborcji na życzenie czy nie dopuszcza do legalizacji związków homoseksualnych. Masowe manifestacje dotyczyły destrukcji przez PiS Trybunału Konstytucyjnego, prokuratury, sądownictwa, szkolnictwa, służby zdrowia, mediów publicznych, a także radykalnego zwiększenia inwigilacji obywateli, możliwości zaostrzenia istniejących przepisów aborcyjnych itd. Czyli gwałtownie nie zgadzano się, aby PiS niszczyło właśnie „to, co było”. Teraz jednak „to, co było”, czyli przywrócenie liberalnej demokracji, w obronie której setki tysięcy ludzi wychodziły na ulice, wydaje się marnym, „mało ambitnym” programem minimum, którym nie warto się zajmować.

Występują tu jakieś zasadnicze deficyty logiczne. Warto zatem, w formie ćwiczenia umysłowego, odpowiedzieć sobie na choćby kilka pytań. Czy łatwiej będzie zachować istniejące przepisy aborcyjne i ewentualnie myśleć w perspektywie o ich złagodzeniu przy Platformie czy przy PiS, które wciąż zastanawia się, jak wprowadzić zakaz aborcji, a tylko boi się masowego protestu kobiet? Czy in vitro będzie bardziej dostępne przy PO, która rozpoczęła jego finansowanie z budżetu państwa, czy przy PiS, które je cofnęło?

I dalej. Czy tabletka antykoncepcji awaryjnej bez recepty szybciej powróci przy Platformie, która wprowadziła to rozwiązanie, czy przy PiS, które je cofa? Czy prościej o uchodźcach rozmawiać ze zdecydowanie prounijną partią Schetyny, która nie demonstruje tu ksenofobicznego oporu – a może kluczyć w tej sprawie z powodów taktycznych – czy z ideologicznie antyimigranckim PiS? O niezależną prokuraturę łatwiej będzie przy partii, która oddzieliła funkcję prokuratora generalnego od ministra sprawiedliwości, czy przy ugrupowaniu, które ponownie połączyło te stanowiska? Czy niezawisłość sędziów będzie pewniejsza przy partii, która nigdy jej nie kwestionowała, czy przy Ziobrze, który chce politycznego nadzoru nad sędziami? PO, co prawda po długim czasie i w bólach, ale ratyfikowała konwencję antyprzemocową, a PiS jest niezmiennie jej zaprzysięgłym wrogiem. I tak dalej.

Nie chodzi tu bynajmniej o obronę Platformy – na miejscu lidera opozycji mogłaby być równie dobrze Nowoczesna, PSL czy lewica, ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]