POLITYKA

Wtorek, 25 czerwca 2019

Polityka - nr 5 (2994) z dnia 2015-01-28; s. 28-29

Społeczeństwo

Barbara Pietkiewicz

Tak go urządziła

Sąd pozwolił ojcu Asi na zabranie butów sportowych, bluzy z kapturem, kurtki, dżinsów z paskiem, stanika, majtek i skarpetek. Tyle zostało z jej ostatniego dnia.

Jacek zajechał na podwórko domu, w którym mieszkała Asia. – Dlaczego nie zachodzisz do środka? – spytała Eliza, starsza siostra Asi. – Bo ciebie znałem – odpowiada Jacek. Przyjechał zabrać Asię – 14-letnią – na przejażdżkę samochodem. Przedtem spotykał się z Elizą. Niezręcznie mu. Z jedną po drugiej.

Jest Święto Zmarłych. Ojciec sądzi, że Jacek z Asią pojadą na cmentarz. Dobrze, ale niech wrócą przed zmierzchem.

Jacek, dwa razy starszy od Asi, skończył zawodową szkołę specjalną. Jest galwanizatorem. Wiejskie dzieci, bez książek w domu, bez przedszkola, lądują często w szkołach specjalnych, choć mózgi mają w porządku, tyle że zaniedbane, a szkoły nie chcą z nimi zaległości odrabiać. Z Jackiem też tak było.

Dwie jego siostry i brat wyjechali do Anglii. Jacek został w rodzinnym domu. Pracował w zawodzie pięć lat do wypadku samochodowego. Dostał rentę inwalidzką. Bezrobotny. Nie ożenił się. Zaglądał na Naszą Klasę i szukał seksu w okolicy. Znalazł na portalu Asię. Przyszedł więc na podwórko jej rodziców i spytał, czy może ...