POLITYKA

Sobota, 25 maja 2019

Polityka - nr 14 (2549) z dnia 2006-04-08; s. 105

Pilch

Jerzy Pilch

Taksówka na Prokocim

O czym innym miałem pisać, ale jest niedziela 2 kwietnia i wspomnienia stają się nieuniknione. Bez względu na to, jak jest nie do zniesienia, i bez względu na to, ile faryzeizmu i zwyczajnej groteski jest w powszechnym, rocznicowym lamencie – o niczym innym myśleć się nie da.

Ściśle rok temu byłem w Krakowie, mieszkałem w hotelu Francuskim; nawet rano – jak próbowałem coś zrobić – telewizor był włączony, telewizor był włączony na okrągło; wtedy wszystkie telewizory były włączone na okrągło.

Całe miasto, a specjalnie Rynek Główny naszpikowany był ekipami stacji telewizyjnych z całego świata, wszędzie stały wozy transmisyjne, wszędzie ciągnęły się niezliczone kable – wyglądało, jakby rzeczywistość potrzebowała dodatkowego zasilania. Łaziłem wokół; słoneczne, ale lodowate powietrze z wolna ciemniało, operatorzy kamer przywdziewali puchowe kurtki, punktowe reflektory szły w kierunku wieży Kościoła Mariackiego; w środku modlił się tłum nieprzebrany, w jego modlitwie nie czuło się jednak spazmatycznego napię...