POLITYKA

środa, 24 kwietnia 2019

Polityka - nr 39 (2160) z dnia 1998-09-26; s. 46-48

Świat

Artur Górski

Tańcząc tango

Gdy prymitywny siłacz Edo mówi ze sceny: "Nie bójcie się, byle cicho siedzieć, nie podskakiwać, uważać, co mówię, a będzie wam ze mną dobrze, zobaczycie. Ja jestem swój chłop. Tylko posłuch musi być" - publiczność bratysławskiego teatru wybucha śmiechem i bije brawo. Dla niej ów Edo jednoznacznie kojarzy się z obecnym premierem Vladimirem Mecziarem.

"Tango" pojawiło się na Małej Scenie słowackiego Teatru Narodowego mniej więcej na początku kampanii wyborczej. Być może to czysty przypadek, niemniej sztuka Sławomira Mrożka doskonale wpisała się w polityczny klimat południowych sąsiadów. Jest bowiem w "Tangu" młody, naiwny idealista Artur, który pragnie zmienić świat, jest stary Eugeniusz, który podziela jego poglądy, ale boi się stawić czoło nowym czasom, są też cyniczni rodzice Artura, bez oporu godzący się na wszelkie niegodziwości życia. Ich jałowym dyskusjom o świecie przysłuchuje się służący (jednocześnie kochanek matki) pan Edek - w wersji słowackiej Edo. Kilkoma kopniakami zaprowadza ład w domu i przejmuje władzę w swoje ręce. Wszyscy tańczą tango tak, jak on im zagra.

- Słowacy, jak niegdyś wszystkie narody dawnego bloku wschodniego, doskonale umieją czytać między wierszami i wychwytywać aluzje. O ile w Polsce sztuka ta wydaje się zamierać, u nas nadal okazuje się pożyteczna - mówi Ladislav Ballek, jeden z najwybitniejszych słowackich dramaturgów, niedawny kandydat ...