POLITYKA

Sobota, 20 lipca 2019

Polityka - nr 17 (2242) z dnia 2000-04-22; s. 70-73

Kultura

Artur Górski

Tango jak życie

Sto lat grzesznego tańca

Tango to coś więcej niż taniec czy rodzaj utworu muzycznego. To styl życia, ideologia, tętniące źródło namiętności. Tango powraca i to wcale nie jako muzealny eksponat, ale jako taniec, który młode pokolenia Europejczyków – bo dotyczy to bynajmniej nie tylko naszego kraju – uważa za swój własny.

Nieco ponad dziesięć lat temu na światowych listach przebojów królowała lambada – taniec o korzeniach latynoamerykańskich, który poprzez swe erotycznie kojarzące się figury miał pełnić taką samą rolę jak niegdyś tango. Tyle że lambada była czymś znacznie uboższym – była jedynie „tanecznym aktem płciowym”, odartym z całej namiętności tanga. Bo tango to nie tylko łóżko, ale przede wszystkim walka: zdobywanie kobiety przez mężczyznę, jego dominacja i jej pozorna uległość, uniesienia, zdrady, rozstania i powroty.

I oto w dobie Internetu i wszechogarniającej muzyki techno (w której nie ma miejsca na uczucie, a jest tylko monotonny łomot elektronicznej perkusji), na progu kolejnego tysiąclecia tango triumfalnie powraca na scenę. Gdyby na płycie „Nic nie boli tak jak życie” Budki Suflera zabrakło przeboju „Takie tango”, ów album nie okazałby się tak wielkim sukcesem. Bo choć trudno uznać ten utwór za klasyczne tango, to jednak pobrzmiewa w nim ta bolesna nuta, charakterystyczna dla tańca zrodzonego przed 100 laty w Ameryce Południowej. Słowa „i choć będą jeszcze grali, Bó...

Tagi

taniectango