POLITYKA

Poniedziałek, 20 maja 2019

Polityka - nr 46 (2731) z dnia 2009-11-14; s. 94-95

Ludzie i obyczaje

Marek Ostrowski

Targi pod ławą

Sprawa Polańskiego przywołała temat amerykańskiej procedury karnej. Tam oskarżony może się targować z prokuratorem nie tylko o wymiar kary, ale i o to, co właściwie zaszło: zbrodnia czy jakieś lżejsze przestępstwo, a może nawet coś błahego, czego w ogóle ścigać nie warto?

Po nieszczęsnych wypadkach w willi Jacka Nicholsona w Hollywood, w 1977 r., Romanowi Polańskiemu prokurator postawił (w 1978 r.) początkowo aż 6 zarzutów: zgwałcenie z wykorzystaniem narkotyków, czyn perwersyjny, sodomię, czyny lubieżne, czynności seksualne z nieletnią poniżej 14 roku życia oraz podanie substancji narkotycznej nieletniej. Po wielodniowych pertraktacjach obrońców z prokuratorem, a także z sędzią Laurence’em Rittenbandem, prokurator okręgowy David Wells z 5 zarzutów zrezygnował i ograniczył się do jednego: seksu z nieletnią. Co z pozostałymi? Nie ustalano nawet ich zasadności, bo dla dalszego postępowania nie miały już znaczenia. Obrońcy uzgodnili z prokuratorem jeden, do którego Polański się przyznał. Jak można się domyślać – zadowolone były z tego porozumienia wszystkie strony, gdyż wszyscy mieli uniknąć żmudnego i kosztownego procesu.

Dalej sprawy potoczyły się w konflikcie z sędzią. Obrońcy Polańskiego twierdzą, że Laurence Rittenband, który początkowo przychylał się do porozumienia obrony z prokuratorem, odszedł od uzgodnień i straszył oskarż...