POLITYKA

Sobota, 25 listopada 2017

Polityka - nr 46 (2731) z dnia 2009-11-14; s. 94-95

Ludzie i obyczaje

Marek Ostrowski

Targi pod ławą

Sprawa Polańskiego przywołała temat amerykańskiej procedury karnej. Tam oskarżony może się targować z prokuratorem nie tylko o wymiar kary, ale i o to, co właściwie zaszło: zbrodnia czy jakieś lżejsze przestępstwo, a może nawet coś błahego, czego w ogóle ścigać nie warto?

Po nieszczęsnych wypadkach w willi Jacka Nicholsona w Hollywood, w 1977 r., Romanowi Polańskiemu prokurator postawił (w 1978 r.) początkowo aż 6 zarzutów: zgwałcenie z wykorzystaniem narkotyków, czyn perwersyjny, sodomię, czyny lubieżne, czynności seksualne z nieletnią poniżej 14 roku życia oraz podanie substancji narkotycznej nieletniej. Po wielodniowych pertraktacjach obrońców z prokuratorem, a także z sędzią Laurence’em Rittenbandem, prokurator okręgowy David Wells z 5 zarzutów zrezygnował i ograniczył się do jednego: seksu z nieletnią. Co z pozostałymi? Nie ustalano nawet ich zasadności, bo dla dalszego postępowania nie miały już znaczenia. Obrońcy uzgodnili z prokuratorem jeden, do którego Polański się przyznał. Jak można się domyślać – zadowolone były z tego porozumienia wszystkie strony, gdyż wszyscy mieli uniknąć żmudnego i kosztownego procesu.

Dalej sprawy potoczyły się w konflikcie z sędzią. Obrońcy Polańskiego twierdzą, że Laurence Rittenband, który początkowo przychylał się do porozumienia obrony z prokuratorem, odszedł od uzgodnień i straszył oskarżonego wysokimi karami, co skłoniło Polańskiego do ucieczki z USA i unikania amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości aż do niedawnego aresztowania w Szwajcarii.

Ta historia zwraca uwagę na szczególną cechę procedury karnej w USA, najzupełniej legalną, bez żenady zwaną plea bargaining. W wolnym tłumaczeniu chodzi o targi o winę (w domyśle i karę). Bargain to także okazja, korzyść. Ameryka szczyci się systemem prawnym, w którym obywatele mają konstytucyjne prawo do due process of law, sprawiedliwego, stosownego procesu. Stosownego to znaczy: z ławą przysięgłych, dobraną z przypadkowych obywateli, żeby nie było podejrzeń o stronniczość sędziego zawodowego; udowodnienia winy „ponad uzasadnione wątpliwości”; nadzoru ze strony sędziego, który dba, by wszystko toczyło się zgodnie z zasadami, ale sam o winie nie przesądza.

Jednak ten system, wynoszony nad inne, stosowany jest tylko od święta i to głównie wobec bogatszych oskarżonych, którzy mają szansę się obronić, słono opłacając adwokatów. Większość oskarżonych czy choćby podejrzanych zrzeka się prawa do procesu. Ponad 90 proc. wszystkich spraw karnych kończy się owym targiem między prokuratorem a oskarżonym (albo jego obrońcą). Sędzia tylko przyklepuje zawarte porozumienie, często nie fatygując się nawet na salę rozpraw. Ale już dawno Sąd Najwyższy USA orzekł, że plea bargaining ma dla wymiaru sprawiedliwości zasadnicze znaczenie. „Ta praktyka – prowadząca do załatwienia sprawy – jest niezbędna dla każdego racjonalnego sądu karnego” – do dziś cytuje się taką ocenę długoletniego prezesa SN Warrena Burgera. Nikt nie ma wątpliwości: gdyby sądy próbowały działać według konstytucyjnych zasad, runęłyby po prostu pod ciężarem milionów spraw.

Jednak autorytetów prawniczych taka sprawność machiny wcale nie cieszy. Wielu profesorów prawa uważa tę drogę za schorzenie, które niszczy zupełnie inaczej pomyślany ideał. „Skonstruowaliśmy wyszukany system ławy przysięgłych i tylko 10 proc. oskarżonych z niego korzysta. To tak, jakby rozwiązać problem transportu dając 10 proc. ludzi Cadillaki, a reszcie kazać chodzić boso” – ocenił profesor prawa z Chicago Albert Alschuler, znany krytyk plea bargaining.

Magnesem targu jest obietnica niższej kary, uniknięcie wstydu publicznego roztrząsania sprawy i oczywiście niższe wydatki na proces, tak dla władz publicznych, jak i dla oskarżonego. Strażnicy surowej praworządności ubolewają, że oskarżeni mogą liczyć na łagodniejsze wyroki nawet za poważne przestępstwa. Prokurator gotów jest np. uznać włamanie za zwykłą kradzież albo prowadzenie pod wpływem alkoholu za lżejszy występek: lekkomyślną jazdę. Nie szkodzi – opowiadają realiści – amerykańskie prawa i tak są surowe, więzienia przepełnione, więc dawka łagodności nie zaszkodzi.

Targi o winę i karę nie są sformalizowane, zaczynają się już w fazie postępowania policyjnego. Policjanci, tak jak prokurator, liczą na korzyści dla siebie w walce z przestępczością: Ty współpracuj z nami – kuszą podejrzanego – a my ci załatwimy łagodną karę. Prof. Tadeusz Tomaszewski z UW w ramach pracy naukowej w USA przysłuchiwał się plea bargaining. – Odniosłem wrażenie, że to prawdziwa szkoła argumentowania. Szacowano siłę możliwych dowodów, a nawet hipotetyczne wrażenie, jakie ofiara przestępstwa wywarłaby na sędziach, gdyby doszło do procesu – wspomina Tomaszewski. – Choć groziła w tej konkretnej sprawie kara 30 lat więzienia, skończyło się na roku i to w zakładzie o łagodnym rygorze.

Brak formalizmu, czyli po prostu zdrowy rozsądek rządzący plea bargaining, pozwala się domyślać, iż obecnie również mogą się toczyć zakulisowe negocjacje między prokuratorem a obrońcami Polańskiego. Wszystkie okoliczności ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]