POLITYKA

Niedziela, 21 kwietnia 2019

Polityka - nr 4 (2334) z dnia 2002-01-26; s. 82-84

Społeczeństwo / Sport

Tadeusz Olszański

Teatr na śniegu

Zimowe igrzyska oglądają miliardy widzów, również w tropikach

Zwycięzcy I Zimowych Igrzysk w 1924 r. w Chamonix dopiero po roku otrzymali swoje złote medale. Międzynarodowy Komitet Olimpijski wysłał je pocztą po kongresie w Pradze, gdzie ostatecznie postanowiono organizować zimowe igrzyska, a przeprowadzony tytułem próby w Chamonix Tydzień Sportów Zimowych uznać za pierwszą olimpiadę w tej dziedzinie. Dziewiętnasta za niecały miesiąc rozpocznie się w Salt Lake City.

Skandynawowie i Kanadyjczycy udzielili w Chamonix srogiej lekcji konkurentom z Europy. Tylko Norwedzy i Finowie w 14 rozegranych ogółem konkurencjach zdobyli 28 medali. Hokeiści z Kanady rozgromili natomiast wszystkich pięciu przeciwników, strzelając im 110 bramek – najwięcej, bo aż 33 Szwajcarom i 30 Czechom! – tracąc ich zaledwie 3. W Chamonix startowało 294 zawodników z 16 państw, ale od tego momentu rozpoczęła się przyspieszona kariera sportów zimowych. Najlepszym dowodem, że w XVIII Zimowych Igrzyskach w Nagano w 1998 r. wzięło udział 2339 sportowców z 72 krajów, którzy walczyli o medale aż w 69 konkurencjach.

Pierwsze zimowe olimpiady były skromne. Już jednak w 1936 r. faszystowski aparat propagandowy III Rzeszy potraktował zimowe igrzyska w Garmisch-Partenkirchen jako generalną próbę przed letnią olimpiadą w Berlinie. Areny zmagań sportowych udekorowano czerwonymi flagami ze swastyką, w nocy palono pochodnie, akcentując więź olimpijskiego ognia z germańskimi tradycjami. Igrzyska odbyły się w rekordowej obsadzie 756 zawodników z 28 państw. W programie po raz pierwszy znalazły się konkurencje alpejskie, a mianowicie zjazd i ...

Skoki i loty

Skoki narciarskie od zarania były ozdobą zimowych igrzysk i gromadziły najwięcej widzów. Pierwszy konkurs w Chamonix wygrał Norweg Jacob Tullin, dwukrotnie skacząc na zawrotną wówczas odległość 49 m. Po nim kontynuowali zwycięstwa jego rodacy, bracia BirgerSigmund Ruud. Birger Ruud przez długie lata był jedynym skoczkiem, który pod rząd wygrał dwa konkursy, oddając najdłuższe skoki. W Lake Placid w 1932 r. – 69 m, a potem w Garmisch-Partenkirchen 75 m. I do tego jeszcze po wojnie, w 1948 r., dołożył srebrny medal zdobyty w St. Moritz. Wielkimi rywalami braci Ruud byli w przedwojennym okresie Polacy ze Stanisławem Marusarzem na czele. W Ga-Pa zajął on piąte miejsce, a w 1938 r. na mistrzostwach świata w Lahti zdobył srebrny medal. Takie były początki. Ogromna widowiskowość skoków sprawiła, że od 1964 r. zaczęto rozgrywać dwa konkursy – na średniej i wielkiej skoczni. Z tą chwilą zaczęła się też zacięta rywalizacja skoczków Finlandii, Austrii oraz NRD. Nieoczekiwanie do walki o złote medale dołączyli Słowianie. W 1968 r. w Grenoble Czech Jiri Raska wygrał na średniej skoczni, a Rosjanin Biełousow na wielkiej. Tę serię kontynuował w cztery lata później w Sapporo Wojciech Fortuna. Jego zwycięstwo było wręcz szokujące, gdyż do tego momentu w ogóle nie zaliczał się do grona faworytów. W latach osiemdziesiątych punkt konstrukcyjny wielkich skoczni przesunięto powyżej 100 m i zaczęto skakać na ogromne odległości. Nastał też czas wielkiej rywalizacji między Finem Matti Nykaenenem oraz Jensen Weissflogiem z NRD. W 1988 r. wprowadzono drużynowy konkurs skoków na dużej skoczni, w którym liczy się suma punktów czterech zawodników. Od tego momentu odbywają się więc na igrzyskach aż trzy konkursy skoków. Fin Nykaenen był pierwszym i jak dotąd jedynym skoczkiem, który w 1988 r. w Calgary wygrał wszystkie konkursy i zdobył 3 złote medale.