POLITYKA

Sobota, 20 lipca 2019

Polityka - nr 44 (2678) z dnia 2008-11-01; s. 102-103

Świat

Tomasz Maćkowiak

Teczka Milana

Kundera był donosicielem! – zagrzmiały czeskie media i wiadomość szybko poszła w świat. Choć dziś już wiadomo, że to raczej nieprawda, wielu Czechów bardzo chce w to wierzyć, bo wielki pisarz nie szczędził swoim rodakom upokorzeń.

Ijego urodziła czeska matka!” – brzmiał tytuł komentarza w dzienniku „Lidove Noviny” do wieści o tym, że światowej sławy pisarz Milan Kundera w czasach studenckich doniósł milicji na rówieśnika. Ten w efekcie spędził 14 lat w obozie koncentracyjnym w kopalni uranu. „Czesi nie są narodem szczególnie przykładnym – pisał komentator – ale sympatyczne jest w nich to, że w efekcie historycznych klęsk wyjątkowo szybko wyczuwają, kiedy ktoś zachowuje się jak książątko, hrabiątko, król, pasza albo wręcz bóg”. A właśnie tak wielu Czechów odbierało postawę Kundery.

Pisarz zmęczony milicyjnymi szykanami, po zdławieniu Praskiej Wiosny wyemigrował w 1975 r. do Francji. I tam odniósł światowy sukces na skalę nieporównywalną do żadnego innego czeskiego literata, szczególnie dzięki swojej najsławniejszej „Nieznośnej lekkości bytu” (1984 r.). Powieść została uznana nie tylko za wybitne osiągnięcie literackie, ale zyskała też wielką popularność, stając się jedną z ulubionych pozycji kanonu współczesnej literatury. Mit tej książki przypieczętowała hollywoodzka ekranizacja Philipa ...

Grzechy młodych

O winie Kundery ma świadczyć dokument podpisany 14 marca 1950 r. przez strażmistrza Jaroslava Rosickiego. Ten praski policjant zapisał w protokole, że student Milan Kundera przyszedłszy na komisariat poinformował o wizycie w jednym z akademików 22-letniego Milana Dvorzaczka, w którym studenci rozpoznali zbiega z czechosłowackiego wojska. Dvorzaczka aresztowano, w śledztwie był torturowany, spędził potem 14 lat w kopalni uranu. Kundera był wtedy przewodniczącym samorządu w akademiku. Kilka miesięcy wcześniej został wyrzucony z partii za to, że z kolegami w prywatnych listach naśmiewali się ze swoich partyjnych szefów. Stąd przypuszczenie, że mógł on uznać Dvorzaczka za prowokatora tajnej policji i – aby nie wystawiać się na ryzyko oskarżenia o ukrywanie dezertera – donieść.

Ówczesny członek kierownictwa partyjnej organizacji uczelnianej, dziś uznany historyk literatury Zdeniek Peszat, niespodziewanie oznajmił, że tamtego dnia z donosem na Dvorzaczka był u niego oraz na milicji zupełnie inny student, Miroslav Dlask. Dvorzaczek w akademiku miał się zatrzymać u swojej znajomej, która pechowo była narzeczoną Dlaska. Ten – prawdopodobnie z zazdrości – pozbył się rzekomego konkurenta.