POLITYKA

Sobota, 25 maja 2019

Polityka - nr 32 (2717) z dnia 2009-08-08; s. 66-68

Świat

Marek Ostrowski

Temida polityczna

Amerykańscy sędziowie są polityczni? Tak, niektórzy nawet uważają, że powinni kształtować prawo podług własnych przekonań. Dlatego wybór nowego sędziego Sądu Najwyższego budzi wielkie emocje.

Po raz pierwszy od 15 lat prezydent demokrata mianuje sędziego Sądu Najwyższego USA. Ta dożywotnia nominacja, praktycznie już zatwierdzona przez Senat, elektryzuje świat prawników. Sonia Sotomayor będzie pierwszą latynoską, trzecią kobietą i dwunastą zaledwie katoliczką wśród 110 sędziów Sądu Najwyższego w całej historii Stanów Zjednoczonych. Nominacja do najwyższej instancji sądowniczej USA może mieć większy wpływ na kierunek prawodawstwa niż ustawy uchwalane w Kongresie. Dlatego w Ameryce drobiazgowo bada się nie tylko życiorys i wypowiedzi nominatów, ale także ich voting pattern, sposób myślenia wyłaniający się z wyroków wydawanych w sądach niższych instancji.

W USA opinia publiczna lepiej niż u nas wie, iż law in action, prawo w działaniu, w konkretnych wyrokach, bywa istotniejsze niż law in books, czyli prawo zapisane w ustawach czy podręcznikach uniwersyteckich. Na przykład do dziś pamięta się Sotomayor, że 8 lat temu, na wykładzie na uniwersytecie w Berkeley w Kalifornii, ...

Wokanda z wyboru

Tylko dziewięciu sędziów Sądu Najwyższego na 320 mln mieszkańców, w tym dwa miliony prawników? W kraju, który w dodatku cierpi na jurismanię, manię prawniczą, bo nad każdym dorosłym i każdą firmą wisi groźba procesu. „I will sue you”, podam cię do sądu i wyciągnę odszkodowanie, to ulubiona pogróżka każdego pokrzywdzonego, w rzeczywistości czy z urojenia. Amerykański Sąd Najwyższy nie tonie w powodzi procesów, gdyż jest panem swojej woli. Jeszcze w 1925 r., kiedy w sądzie powstały dwuletnie zaległości w rozpoznawanych sprawach, przeprowadzono reformę, która radykalnie ograniczyła liczbę spraw, które do niego trafiają. Inaczej niż w europejskich sądach najwyższej instancji, w Ameryce sędziowie wybierają sobie tylko te sprawy, które sami uznają za najważniejsze. Z co najmniej 7 tys. skarg, jakie do nich trafiają, na wokandę trafia tylko ok. 100 rocznie. Panują więc nad tokiem pracy nie tylko w sensie organizacyjnym, ale w głębszym sensie prawniczym. Poprzez to, co wybierają do rozpoznania, a co pozostawiają bez biegu, kierują rozwojem samego „prawa w działaniu”.