POLITYKA

Czwartek, 20 czerwca 2019

Polityka - nr 2 (2227) z dnia 2000-01-08; s. 15

Wydarzenia

Jolanta Darczewska

Teraz Putin

Ja uchażu w odstawku – oświadczył Jelcyn

Wszyscy przygotowywali hucznego sylwestra, ale tylko Borys Jelcyn naprawdę zadziwił świat: w przemówieniu telewizyjnym oświadczył, że odchodzi, by Rosja mogła wejść w nowe stulecie z nowymi ludźmi u władzy. Wszystkie swe uprawnienia, gabinet kremlowski i czarną skrzynkę z kodami rakiet atomowych Jelcyn przekazał swemu nominatowi na urząd prezydencki Władimirowi Putinowi. W zamian otrzymał gwarancje nietykalności dla siebie i swego najbliższego otoczenia.

Jelcyn był niekonwencjonalnym przywódcą, nieraz wykazującym odwagę. Nijak nie przypominał swych poprzedników genseków. Powinniśmy też pamiętać, że nie zaszkodził Polsce. Do końca promieniował wizją demokratycznej przyszłości Rosji. Tu oczywiste zastrzeżenie: w specyficznym rosyjskim rozumieniu pojęcia demokracji, w którym np. Czeczenia nie jest zaprzeczeniem standardów demokratycznych.

Wyraźną cezurą, punktem zwrotnym prezydentury Jelcyna, stał się osławiony dekret nr 1400 z 21 września 1993 r. Rozgromienie Rady Najwyższej było jawnie antydemokratycznym posunięciem, zostało jednak zaaprobowane przez większość rosyjskich elit, obawiających się wojny domowej i osunięcia się Rosji w chaos smuty. Konstytucja, skrojona na miarę Jelcyna, proklamowała republikę superprezydencką. Nie powstrzymało to jednak zarysowujących się tendencji kryzysowych: wdrażane reformy – od prywatyzacji poczynając, poprzez administracyjne kształtowanie nowego rynku – były postrzegane jako działania połowiczne bądź pozorne, przynoszące społeczeństwu więcej szkody niż pożytku.

W połowie drugiej kadencji prezydentury Jelcyna wszystko, co się źle w Rosji działo, kojarzono już z prezydentem i jego Familią. ...