POLITYKA

Sobota, 25 maja 2019

Polityka - nr 17 (3208) z dnia 2019-04-24; s. 43-45

Społeczeństwo

Edyta Gietka

Teresa, matka Tomasza

Dwadzieścia lat Teresa podglądała syna przez lornetkę. Widziała, jak w więzieniu siwieje.

Gdy Tomasz Komenda już wrócił do domu z widokiem na 18-milionowe odszkodowanie, wielu chciało zakładać z nim spółki. Dziewczyny pisały do tefałenu miłosne listy w stylu „Wzruszyła mnie twoja historia, też mam dwoje dzieci”; „Podobasz mi się, mógłbyś dać parę groszy”. Czekały na rekompensatę za nie swoje zmarnowane lata.

Choinka

Inne polskie matki przed telewizorami płakały z Teresą, czekającą pod bramą na Tomasza. – Skórę masz syneczku jak pergamin – głaskała go, kiedy wyszedł uniewinniony z zabójstwa dziewczyny w Miłoszycach. Te czułości filmowały nawet drony. Osiemnastoletni dobytek niósł w nylonowej siatce.

Zbliżała się Wielkanoc, lecz w dużym pokoju wciąż stała choinka. Teresa obiecała synowi, że po trzydziestu pięciu świętach (sumując ukrzyżowanianarodzeniami), podczas których był nieobecny przy stole, wróci na Wigilię. Jednak nie wyżebrała sześciogodzinnej przepustki. Więc życząc naczelnikom więziennym takich samych wesołych świąt, poczekała ...