POLITYKA

Sobota, 20 kwietnia 2019

Polityka - nr 16 (2954) z dnia 2014-04-16; s. 28-31

Rozmowy Żakowskiego

Jacek Żakowski

Tęsknota za twardą ręką

Prof. Radosław Markowski o tym, dlaczego Viktor Orbán tak się podoba Węgrom, czy polska prawica może u nas zaprowadzić takie porządki jak Fidesz na Węgrzech i o kłopotach z demokracją w czasie kryzysowego zamętu

Jacek Żakowski: – Czy Węgrzy zwariowali?
Prof. Radosław Markowski: – Nie.

To co im się stało?
Ich przypadek jest specyficzny ze względu na historię. Po pierwszej wojnie światowej stracili 2/3 terytorium i 1/3 ludności etnicznie węgierskiej.

Kolejny fatalny skutek traktatów kończących pierwszą wojnę. Krzywda Austrii stworzyła Hitlera. Krzywda Niemiec – nazizm. Krzywda sklejonych w Jugosławię południowych Słowian – wojny bałkańskie. Krzywda Słowaków – księdza Tiso. A krzywda Węgier – Horthyego i Orbána.
Krzywda Węgrów była nieproporcjonalna do winy. W dzisiejszej Słowacji i Rumunii Węgrzy nie pojawili się, jak Rosjanie w Estonii. Oni tam zawsze byli. I nigdy odłączenia nie zaakceptowali. Drugą węgierską traumą był wyjątkowo brutalny stalinizm.

60 lat temu.
Węgrzy mają to w kościach. Jobbik, czyli ich radykalna prawica, wyrósł na tym, że prawdziwy Madziar ich zdaniem nigdy nie mógł rozwinąć skrzydeł, bo zawsze dusili go obcy. Nawet lepszego zawodu nie mógł wykonywać, bo wypychali go zakamuflowani Żydzi. A z drugiej strony zawsze był...

Radosław Markowski – politolog i socjolog, profesor Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie, dyrektor Centrum Studiów nad Demokracją SWPS oraz kierownik Zakładu Badań Porównawczych nad Polityką/Pracowni Badań Wyborczych Instytutu Studiów Politycznych PAN.