POLITYKA

Niedziela, 18 sierpnia 2019

Polityka - nr 30 (2664) z dnia 2008-07-26; s. 40-41

Rynek

Paweł WrabecCezary Kowanda  [wsp.]

Testy i protesty

W Polsce ciągle nie ma obszernych i solidnych badań konsumenckich. Nawet wodę trudno przebadać.

Grażyna Rokicka, szefowa Stowarzyszenia Konsumentów Polskich, przekonuje: – Przeciętny polski konsument z reguły wierzy reklamie i sprzedawcy. Sądzi też, że państwowe służby potrafią wyrugować ze sklepów wadliwe i niebezpieczne produkty. Ta wiara o tyle jest usprawiedliwiona, że nad zdrowiem i bezpieczeństwem kupujących czuwa kilka wyspecjalizowanych instytucji. Jedne przyznają wytwórcom produkcyjne atesty (np. Państwowy Zakład Higieny), bez których wiele towarów nie trafi do handlu. Inne producentów i handlowców nieustannie kontrolują (sanepid, Inspekcja Handlowa). A jak znajdą istotny powód, to wadliwy towar każą z obrotu wycofać.

Tyle teorii. Problem w tym, że spośród milionów produktów sprawdzany jest ich nikły procent. W gruncie rzeczy ten system zbudowany jest na zaufaniu. Zdobywając atest firma udowadnia, że potrafi zrobić bezpieczny produkt. Tymczasem towar wyłożony na sklepowych półkach może istotnie różnić się od tego, który był badany w laboratorium. – Konsumenci widząc europejski znak CE czują się bezpieczni. A to jest przecież tylko odzwierciedlenie deklaracji producenta, iż ...