POLITYKA

Niedziela, 18 sierpnia 2019

Polityka - nr 33 (2363) z dnia 2002-08-17; s. 72-74

Społeczeństwo / Ludzie

Marcin Kołodziejczyk

To nieprawda, że Elvis nie żyje

Jeśli Elvis Presley naprawdę nie żyje, to kto wczoraj w południe śpiewał „Love Me” w łódzkim bloku? Kto kojącym głosem zapewniał ochroniarza z Poznania, że „That’s All Right?” Kto przemierza pabianickie ulice Fordem Thunderbirdem, rocznik 1973?

Elvis pabianicki

Jeśli zobaczycie Elvisa spacerującego po Pabianicach, będzie to znak, że zepsuł mu się samochód albo że właśnie ma wystąpić w noworocznym festynie pod pomnikiem na rynku. Bo Elvis nie chodzi, chociaż umie. Z klatki schodowej wielkopłytowego bloku, gdzie mieszka z mamą, wsiada prosto za kierownicę. Na stacjach benzynowych czeka aż mu naleją do pełna i przetrą szybę, płaci za benzynę przez otwarte okno. Elvis boi się o swoje wypielęgnowane, dwucentymetrowe paznokcie.

Wszyscy mówią Elvis, tylko mama, artystka plastyczka, nie zapomina, że jej syn to Krystian Maliszewski, lat osiemnaście, licealista. Kiedyś mały Krystian ułożył skoczną piosenkę, wykonał ją w dużym pokoju, a mama powiedziała: to może być rock and roll. To zdanie oraz kaseta wydana na dziesiątą rocznicę śmierci Elvisa Presleya ukształtowały Krystiana. Poszedł do pabianickiego znawcy presleyizmu i usłyszał: weź jeszcze raz szklankę z herbatą, mój Boże, trzymasz ją jak Król. Gdy zdecydował, że będzie Elvisem, zaniepokojony tata, muzyk po kulturoznawstwie, próbował zainteresować go alternatywnymi gatunkami muzycznymi, nawet okultystycznym thrash metalem.

Ale ...