POLITYKA

Niedziela, 25 sierpnia 2019

Polityka - nr 34 (2972) z dnia 2014-08-20; s. 78-80

Komentarze

Dorota Szwarcman

To po prostu rokendrol

Rozmowa z muzykiem Januszem Prusinowskim o Kolbergu, transie w oberkach i o tym, co mazurki mają wspólnego z jazzem

Dorota Szwarcman: – Pochodzi pan z Mławy. To trochę wieś, trochę miasto?
Janusz Prusinowski: – Moja historia jest na swój sposób typowa. Urodziłem się na Studzieńcu. Jeszcze w latach 70. to była wieś ulicówka, mieliśmy pole, sąsiedzi też byli rolnikami. Mówiło się: idziemy do Mławy. W latach 90., kiedy z tatą zamówiliśmy traktor, to więcej za niego zapłaciliśmy, żeby skosił i zwiózł zboże, niż było ono warte. Wtedy drobni rolnicy przestali uprawiać ziemię. A teraz tabliczka z napisem „Mława” jest trzy kilometry za moim domem, czyli mieszkam w Mławie, choć miejsce jest to samo. Tylko zamiast pola jest las, a nasza dolinka stała się ekskluzywną dzielnicą z nowymi rezydencjami.

Zmiany kulturowe dokonywały się równolegle?
To chyba jedna z największych rewolucji kulturowych, która wydarzyła się w obrębie jednego pokolenia. Jeszcze 30 lat temu doświadczaliśmy, jak rosła roślina i powstawał z niej chleb. Dziś nie wiemy już, skąd ...

Janusz Prusinowski (ur. 1969 r.) – multi­instrumentalista, śpiewak i organizator, jest jednym z inicjatorów odrodzenia wiejskiej tradycji muzycznej w Polsce. Uczył się u muzyków ludowych. Współzałożyciel Stowarzyszenia Dom Tańca oraz zespołów Bractwo Ubogich, Janusz Prusinowski Trio, Słuchaj Uchem i in. Zainicjował i prowadzi festiwal Wszystkie Mazurki Świata, jest prezesem Forum Muzyki Tradycyjnej, zajmującego się m.in. organizacją warsztatów dla młodych muzyków.