POLITYKA

Piątek, 24 maja 2019

Polityka - nr 49 (2170) z dnia 1998-12-05; s. 17

Wydarzenia

Adam Grzeszak

Tory donikąd

Minister transportu Eugeniusz Morawski podał się do dymisji. Oficjalna przyczyna tego kroku wydaje się zaskakująco błaha: niezapowiadane zdjęcie z porządku posiedzenia Rady Ministrów projektu restrukturyzacji PKP. W rzeczywistości dymisja stanowi finał wielomiesięcznej wojny Morawskiego z kolejarzami. Minister odszedł, jednak problem, co zrobić z PKP, pozostał.

Spór dotyczy kształtu reformy, jakiej winny zostać poddane Polskie Koleje Państwowe. Dziś PKP są kolosem na glinianych nogach: z gigantycznym zatrudnieniem (212 tys. osób), obciążone wielkim majątkiem nieprodukcyjnym (mieszkania, zaplecze socjalne, obiekty sportowe), z rozbudowanymi przywilejami pracowniczymi. Co gorsza, firma przynosi straty - w tym roku mogą one sięgnąć rekordowej wysokości 1 mld zł. PKP balansują na granicy niewypłacalności - z bieżących wpływów finansują najpilniejsze wydatki, ale części zobowiązań już nie płacą.

Gdyby chodziło o jakiekolwiek inne przedsiębiorstwo, można byłoby mówić o nadchodzącym bankructwie. Tu jest inaczej, bo PKP nadal nie podlegają regułom gospodarki rynkowej. System finansowania PKP jest bardzo zagmatwany. Firma otrzymuje dotacje z budżetu na inwestycje oraz na przewozy pasażerskie, które z założenia są deficytowe. Wpływy z biletów pokrywają niespełna trzecią część kosztów funkcjonowania linii kolejowych. Pozostałe pieniądze pochodzą z dotacji budżetowej oraz z zysków od przewozów towarowych. Wysokość dotacji budżetowej jest stałym polem konfliktó...